![]() |
"Koniczyna", "Upadek"
by Justyna Stoszek
|
niedziela, 29 lipca 2012
- zraniony umysł -
Żyjemy w nieustannym lęku, że ktoś nas zrani. Relacje międzyludzkie są tak bolesne emocjonalnie, że bez wyraźnej przyczyny dopada nas złość, zazdrość, zawiść, smutek. Przerażające jest nawet wypowiedzenie słów: "Kocham cię". Ale mimo że jest to straszne i bolesne, stale wchodzimy w emocjonalne interakcje, układy, tworzymy więzi, pobieramy się i mamy dzieci.
Aby chronić swe emocjonalne skaleczenia i ze strachu, że ktoś nas dotknie, budujemy w swych umysłach coś niezwykle skomplikowanego: wielki system sprzeciwu i negacji. W ramach tego systemu stajemy się perfekcyjnymi kłamcami. Kłamiemy tak umiejętnie, że zaczynamy oszukiwać samych siebie i nawet głęboko wierzymy w swoje własne wymysły. Nawet nie zauważamy, że kłamiemy, a jeśli nawet o tym wiemy, chętnie usprawiedliwiamy i wybaczamy mijanie się z prawdą, byle tylko uniknąć bólu wywołanego otwartymi ranami.
(...)Kiedy uświadomimy sobie, że wszyscy wokół nas są zranieni, łatwo zrozumiemy, na czym polegają relacje międzyludzkie, które Toltekowie określają pojęciem "snu o piekle". Według Tolteków wszystko, co myślimy o sobie i wszystko, co wiemy o świecie, jest snem.
(...)Każdy z nas tworzy swój własny sen tylko dla siebie, ale poprzednie pokolenia stworzyły wielki zewnętrzny sen, sen ludzkiej społeczności. Zewnętrzny Sen, innymi słowy - Sen Planety - jest zbiorowym Snem miliardów śniących. Wielki Sen zawiera w sobie wszelkie zasady współżycia społecznego, wszelkie prawa, religie, kultury i sposoby bycia. Wszystkie te informacje, zgromadzone w naszym umyśle, przypominają tysiące głosów mówiących równocześnie.
Don Miguel Ruiz, Ścieżka miłości, ss. 22-24
czwartek, 26 lipca 2012
- szczęście -
Seeking happiness outside ourselves is like waiting for sunshine in a cave facing north.
Tibetan saying
wtorek, 22 maja 2012
magiczny przepływ istnień
Można powiedzieć, że taniec w historii ludzkości spełniał wiele funkcji terapeutycznych. Do najważniejszych należały m.in.: funkcja regulacyjna w stosunku do emocji. (...) Ta regulacja emocji odbywała się w dwóch kierunkach: pierwszy był ruchem energii skierowanej do wewnątrz, a jego celem była adaptacja do świata wewnętrznego jednostki i jej archetypów; drugi był ruchem skierowanym na zewnątrz i wpływał na otoczenie w celu przystosowania go do potrzeb jednostki.
Ważnym aspektem opisanych przykładów tańców był trzeci kierunek - tzw. kołowy ruch rotacyjny. Porządkował on, a jednocześnie dzielił rzeczywistość na dwa różnowartościowe obszary: ludzki świat czasu i przestrzeni oraz świat, w którym zwykłe miary przestrzeni i czasu ulegają zawieszeniu, odwróceniu, a nawet dezintegracji.
Z kołowym ruchem rotacyjnym wiąże się pojęcie centrum, które w całej historii tańca łączyło się z nadawaniem temu obszarowi szczególnego znaczenia, przy czym obwód koła odgrywał rolę wydzielającej go granicy. W tańcach symbolizujących mistyczną podróż był to obszar święty, w którym mogło sie dziać to, co w normalnych warunkach było niemożliwe, jak np. wyleczenie z choroby, bezdzietności, wywarcie presji na przyszłe wydarzenia itd. Odbywał się tu przede wszystkim magiczny przepływ istnień i energii witalnej pomiędzy poziomami kosmosu, stanowiący warunek dokonywania się terapii i przyczynę sprawczą zdarzeń. Granica wyznaczana ruchem i konfiguracją tańczących, zapewniała izolację przed niekorzystnymi wpływami.
Symbolika granicy miała i ma szczególne znaczenie w tańcach grupowych, gdyż zachodząca między uczestnikami interakcja prowadzi do wytworzenia specyficznej więzi. Przedmiotem wzajemnego oddziaływania jest wówczas nie tylko obiekt znajdujący się we wnętrzu koła, ale każdy uczestnik działania. Tańczący ludzie tworzą sami sobą i ruchem zwarty układ o określonych granicach. Akcentują tym swoją przynależność do grupy, a zarazem izolację wobec wszystkiego, co zewnętrzne.
Według Junga koło to obszar, w ktorym zachodzi przemienienie, czyli niejako zmiana na głębokim poziomie. Ruch koła centralnego kieruje energię do centrum, definiując je w ten sposób. Pomaga to zwiększyć poczucie kontroli i bezpieczeństwa. (...) Odtwarzanie wizji centrum pomaga jednostce zabezpieczyć się przed rozpadem osobowości i utratą tożsamości. Daje to poczucie bezpieczeństwa, ciągłości, spójności, nadziei, sprawdzalności własnego odbicia, a także zaufania do siebie i innych.
D. Koziełło, Taniec i psychoterapia, ss. 32-33.
Ważnym aspektem opisanych przykładów tańców był trzeci kierunek - tzw. kołowy ruch rotacyjny. Porządkował on, a jednocześnie dzielił rzeczywistość na dwa różnowartościowe obszary: ludzki świat czasu i przestrzeni oraz świat, w którym zwykłe miary przestrzeni i czasu ulegają zawieszeniu, odwróceniu, a nawet dezintegracji.
Z kołowym ruchem rotacyjnym wiąże się pojęcie centrum, które w całej historii tańca łączyło się z nadawaniem temu obszarowi szczególnego znaczenia, przy czym obwód koła odgrywał rolę wydzielającej go granicy. W tańcach symbolizujących mistyczną podróż był to obszar święty, w którym mogło sie dziać to, co w normalnych warunkach było niemożliwe, jak np. wyleczenie z choroby, bezdzietności, wywarcie presji na przyszłe wydarzenia itd. Odbywał się tu przede wszystkim magiczny przepływ istnień i energii witalnej pomiędzy poziomami kosmosu, stanowiący warunek dokonywania się terapii i przyczynę sprawczą zdarzeń. Granica wyznaczana ruchem i konfiguracją tańczących, zapewniała izolację przed niekorzystnymi wpływami.
Symbolika granicy miała i ma szczególne znaczenie w tańcach grupowych, gdyż zachodząca między uczestnikami interakcja prowadzi do wytworzenia specyficznej więzi. Przedmiotem wzajemnego oddziaływania jest wówczas nie tylko obiekt znajdujący się we wnętrzu koła, ale każdy uczestnik działania. Tańczący ludzie tworzą sami sobą i ruchem zwarty układ o określonych granicach. Akcentują tym swoją przynależność do grupy, a zarazem izolację wobec wszystkiego, co zewnętrzne.
Według Junga koło to obszar, w ktorym zachodzi przemienienie, czyli niejako zmiana na głębokim poziomie. Ruch koła centralnego kieruje energię do centrum, definiując je w ten sposób. Pomaga to zwiększyć poczucie kontroli i bezpieczeństwa. (...) Odtwarzanie wizji centrum pomaga jednostce zabezpieczyć się przed rozpadem osobowości i utratą tożsamości. Daje to poczucie bezpieczeństwa, ciągłości, spójności, nadziei, sprawdzalności własnego odbicia, a także zaufania do siebie i innych.
D. Koziełło, Taniec i psychoterapia, ss. 32-33.
ruch i jego metafora
Jednym z najbardziej konkretnych aspektów psychoterapii tańcem jest to, że przeznacza się ją dla ludzi mających problemy w stosowaniu werbalnych środków komunikacji. Podstawę psychoterapii tańcem stanowi bowiem ruch, a każdemu doświadczeniu jednostki odpowiada aspekt ruchowy i jego metafora. Pozwala to osiągać wszystkie poziomy ruchu ludzkiego w sensie fizycznym, mechanicznym, ekspresyjnym, symbolicznym, świadomym, nieświadomym itd. Trudnością jest jednak wieloznaczność języka, wynikająca z braku wyraźnej analogii między ruchem a znaczeniem. Trzeba zwrócić jednak uwagę na fakt, że: komunikacja niewerbalna dotyczy prawdziwego świata stosunków międzyludzkich i nie można jej zniekształcać posługując się tylko stroną werbalną; oraz ważne jest, aby komunikacja taka pozostawała nieświadomą, gdyż może być cenną wskazówką zgodności z komunikacją werbalną.
(...)
Terapeuci tańcem opierają się na badanich związanych z komunikacją niewerbalną, które potwierdzają, że ruch ciała jest kompleksowym i wielowymiarowym zjawiskiem zawierającym kulturowe, społeczne, interpersonalne, intrapersonalne i sytuacyjne determinanty. Badania odkryły połączenia ruchu ciała z nastrojem, szacowaniem i położeniem, lękiem i zależnością, poczuciem tożsamości, jakością komunikacji itd.
Wiele badań potwierdza bardzo wysoką zależność pomiędzy ruchami rąk a wycofywaniem się społecznym i zaburzeniami myślenia.
Danuta Koziełło, Taniec i psychoterapia, s. 49
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
porządek natury
...Jako rzeźbiarz mam władzę nad materią - buduję porządek według własnych zasad. Porządek świata jest to sposób, w jaki ludzie postrzegają rzeczywistość. Jako tyran narzucam im moją sztuką sposoby postrzegania i rozumienia rzeczy. I tak jestem na przegranej pozycji, bo mogę promować jedynie mój, ludzki porządek, o wiele uboższy od porządku natury. Kiedy drzewo zrzuca gałęzie i liście, układają się one w okrąg wokół pnia - w mandalę. Stare badyle i liście są rozprowadzane w naturalny sposób, tworząc w ściółce subtelny porządek. Człowiek grabiami zgarnia gałęzie na jedną stertę, liście na drugą. To jest porządek człowieka - ubogi i racjonalny, zabójczy.
Paweł Althamer
Pieśń skórzanego worka
- - -
- przepływy ciepła i zimna, cisza i szum -
Czym, poza techniką poznawania równoległych rzeczywistości i światów wielowymiarowych, jest dla Ciebie sztuka?
Moja sztuka rodzi się z tęsknoty do niewerbalnego jezyka - przekaz powstały dzięki niej wyraża silniej i precyzyjniej myśli i fascynacje autora. Jest bezpośrednim nośnikiem emocji. Dlatego jest takie bogactwo dziedzin sztuki, aby ludzie o różnych tyapach osobowości i różnych konstrukcjach psychicznych znajdowali bratnie dusze, z którymi mogą wymieniać się emocjami. Sztuki plastyczne przegrywają z muzyką, która łatwiej i szybciej przepływa z ciała do ciała. Można ją do siebie wpuścić, będąc mniej aktywynm niż przy percypowaniu rzeźby. Więc sztuki plastyczne porzucają obiekty na rzecz konstruowania sytuacji, kreowania widowisk. Sztuka rodzi się z nostalgii za czasami, gdy ludzie byli istotami bez fizycznego ciała, a obecność innych istot zaznaczała się przepływami ciepła lub zimna, ciszą i szumem. Po subtelnej zmianie warunków otoczenia ropoznawało się obecność drugiej istoty. Istoty te nie potrzebowały języka, wystarczyło, aby jedna zbliżyła się do drugiej, żeby nawzajem wiedziały, co czują. Samo pojawienie sie uczuć lub myśli było już komunikatem.
Paweł Althamer
Pieśń skórzanego worka. z Pawłem Althamerem rozmawia Artur Żmijewski, Warszawa, 10 maja 1997r.
piątek, 13 kwietnia 2012
uwaga i czułość
Na fali noworocznych postanowień proszę Was usilnie o uwagę i czułość dla naszej ludzkiej rozlazłości. Najbardziej dla własnej, ale i dla cudzej... Tym bardziej że MacŚwiat mamy teraz neonowy, glamour, wymagane jest stanie na straży własnej wyjątkowej błyszczącości (nie mylić z błyskotliwością), zadaniowości, skuteczności w zarządzaniu własnymi interesami i powalanie na kolana innych z powodu bycia nie do zdarcia niezależnie od tego, co nas spotka i od kogo.
(...) Dla naszego zaś bycia swoim najlepszym przyjacielem niezwykle istotna jest prawdziwa akceptacja siebie w czasie tego subiektywnego bycia do dupy. Według mnie takie okresy są nie tylko zrozumiałe. One są konieczne. Jako przeciwwaga naszego pędu, perfekcjonizmu, bezlitosnych często wobec siebie wymagań, naszego wewnętrznego Rodzica, za często nieczułego i bezlitosnego. Jako przeciwwaga doskonałości, starania się, budowania siebie lepszym. Jako wielkie wołanie naszego nadużywanego organizmu, który wymusza w ten sposób nicnierobienie, na jakie świadomie sobie nie pozwalamy.
Podziękujmy naszemu ciału, naszej nieświadomej mądrości, że zamiast zachorować i zmusić nas do poddania się, przysyła nam wiadomość znacznie zdrowszą: zatrzymaj się, zajmij się sobą, a nie osiągnięciami, bądź, człowieku, dla siebie DOBRY!
K. Miller, Nie bój się życia, ss. 107-110.
wrócić do siebie
Jako dzieci przeżywamy wszystko po raz pierwszy. Jako gatunek dostajemy w wyposażeniu lęk egzystencjalny; przed ogromem wszechświata, przed naszą w nim maleńkością i znikomością, brakiem odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. A jeśli się jeszcze doda do tego przeróżne indywidualne historie życiowe, pełne niezrozumień, niedokochań, strat, katastrof i udręk - musimy uszanować i docenić nasze strategie przetrwania, które pozwoliły nam dotrzeć do dnia dzisiejszego. Brawo za naszą dzielność, upór, odwagę i inteligencję w wytwarzaniu wszelkich mechanizmów obronnych!
Ale też biada nam, bo się do tych mechanizmów tak przywaiązaliśmy, tak się nimi automatycznie posługujemy, ze nawet czasem nazywamy je, o zgrozo, swoją istotą! Jak wrócić do SIEBIE? Jak żyć, czerpać ze swej istoty, a nie z krzywych podpórek, które już się przeżyły i przeszkadzają, zamiast pomagać?
Katarzyna Miller, Nie bój się życia
Preludium do snu
Cały nasz umysł - to mgła, którą Toltekowie nazywają mitote. Umysł jest snem, gdzie tysiące ludzi mówią równocześnie, nie rozumiejąc się nawzajem. Tak niestety działa ludzki umysł. Jest nim albo w nim olbrzymie mitote, z powodu którego nie możesz zobaczyć, kim naprawdę jesteś. W Indiach mitote określa się terminem maja, co oznacza "iluzję". Jest to model wszystkiego, co składa się na pojęcie "Ja" albo "Kim jestem". Wszelkie przechowywane w głowie przekonania na temat siebie i świata, wszelkie idee, wprowadzone do naszej głowy niczym oprogramowanie do komputera, stanowią mitote. I przez tę mgłę nie możemy zobaczyć, kim naprawdę jesteśmy, nie możemy dostrzec, że nie jesteśmy wolni.
Oto dlaczego ludzie opierają się życiu. Być żywym - to największa obawa, jaka dręczy ludzi. Śmierć wcale nie jest najwiekszym lękiem, jaki nas prześladuje. Największym lękiem jest podjęcie ryzyka, by żyć. I by wyrazić, kim naprawdę jesteśmy. Być sobą, to największy człowieczy lęk. Nauczyliśmy się żyć tak, aby sprostać cudzym wymaganiom. Nauczyliśmy się żyć zgodnie z poglądami innych ludzi z powodu lęku, że nas nie zaakceptują, że nie będziemy dla nich wystarczająco dobrzy.
Don Miguel Ruiz, Cztery Umowy, s. 30.
czwartek, 1 marca 2012
a życie
Życie jest proste. Wszystko przydarza się dla ciebie, a nie tobie. Wszystko dzieje się we właściwym momencie, ani za wcześnie, ani za późno. Nie musi ci się to podobać - ale jest łatwiej, jeśli tak jest. (...) Sprzeciwianie się rzeczywistości jest bolesne, ponieważ sprzeciwiając się jej, sprzeciwiasz się samemu sobie.
K. Byron, Thousand names for joy, s. 261.
Nie bądź ostrożny
Bycie obecnym oznacza życie bez kontrolowania oraz zaspokojenie potrzeb. Dla osób, które są zmęczone cierpieniem, nie ma nic gorszego niż kontrolowanie tego, czego nie da się kontrolować. Jeśli pragniesz prawdziwej kontroli, porzuć iluzję kontroli. Pozwól, by życie ciebie żyło. I tak to robi. Ty jedynie snujesz opowieść o tym, jak tego nie robi, a to jest opowieść, która nigdy nie może być prawdziwa. Nie zrobiłeś deszczu ani słońca, ani księżyca. Nie masz kontroli nad swoimi płucami czy sercem, wzrokiem albo oddechem. W jednej chwili dobrze się czujesz i jesteś zdrowy, a w następnej już nie. Kiedy starasz się zapewnić sobie bezpieczeństwo, żyjesz bardzo, bardzo ostrożnie i możesz skończyć, nie mając żadnego życia. Wszystko jest pożywieniem. Lubię mówić: "Nie bądź ostrożny; mógłbyś sobie zrobić krzywdę".
Katie Byron, Thousand names for joy, s. 255.
piątek, 3 lutego 2012
niedziela, 22 stycznia 2012
dusza odpoczywa
Na każdego dojrzałego mężczyznę i na każdą kobietę przychodzi chwila, kiedy zaczynają odczuwać nieznośne zmęczenie sobą i swoim życiem, coś na kształt odium professionis odczuwanego przez żyjących w klasztorach mnichów. Mięśnie naszej duszy słabną, zaczyna ona szukać jakiegoś oparcia na zewnątrz, jak gdyby chciała pozbyć się samej siebie niczym gniotącego ciężaru. Nie ma jednak rady, trzeba iść naprzód, trzeba dalej być tym, kim się jest... Ależ nie, jest jednak środek zaradczy, tylko jeden sposób na to, by dusza znalazła wytchnienie: gorąca i namiętna miłość do innej duszy. Kobiety wiedzą lepiej od mężczyzn, jaki to wspaniały odpoczynek dać się unieść i porwać przez inną osobowość. Tu także plastyczny obraz uniesienia, porwania jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem tajemnej rzeczywistości psychologicznej. W porwaniu nimfa galopuje na grzbiecie centaura; jej delikatne nóżki nie dotykają ziemi, niesie ją kto inny. Podobnie postępuje dusza zakochana - w magiczny sposób przerzuca swój środek ciężkości do innej duszy sama jednak nie przestając być duszą. I tak dusza odpoczywa. Sama istota odśrodkowości zostaje zatem w jednym punkcie skorygowana: istnieje teraz co najmniej jeden byt, którego ośrodek centralny zbieżny jest z naszym. Czymże jest miłość jak nie przeniesieniem na kogoś innego centralnego ośrodka naszej duszy i zlanie się w jedno naszych punktów widzenia, naszego postrzegania?
Jose Ortega y Gasset, Dehumanizacja sztuki i inne eseje, s. 203
o duszy
Normalnie rzecz biorąc, raz dusza przeżywa okresy wielkiej chłonności, a kiedy indziej krańcowego hermetyzmu. Pełne pochłonięcie jakąś bardzo trudną czy bolesną sprawą często powoduje zamknięcie się w sobie. Odwracamy się, jeśli tak można powiedzieć, tyłem do całego świata, skupiając całą uwagę na bólu czy konflikcie, który opanował samo jądro naszej duszy. Nic z zewnątrz nie jest w stanie do niej dotrzeć i dusza pozostaje na wszystko ślepa i głucha. Radość odwrotnie, powoduje otwarcie duszy na zewnątrz, rozprasza uwagę, czyni z duszy porowatą tkankę gotową, podobnie jak muszla ucha, odebrać najsłabsze dźwięki. (...) Miłość, już przez to samo, że jest najsubtelniejszym, a zarazem najintensywniejszym procesem duchowym, służyć może jako najczulszy aparat do pomiaru stanu chłonności bądź też hermetyczności dusz.
Jose Ortega y Gasset, Dehumanizacja sztuki i inne eseje, s. 194.
czwartek, 12 stycznia 2012
istnienie
Różnice, jakie zachodzą między nim [człowiekiem] a resztą rzeczywistości wyznaczają mu miejsce absolutnie wyjątkowe. Zawierając w sobie wszystko, co przysługuje także i innym bytom, obdarzony jest nadto świadomością, dzięki której może między innymi ingerować celowo i efektywnie w bieg otaczającego go świata, organizować go na nowo, a także świadomie kierować samym sobą. Człowiek posiada nieogarnione wręcz możliwości dynamicznego rozwoju, wchodzenia w kontakt z innymi bytami, wreszcie - posiada także możliwość szczególnego "wyjścia z siebie", a równocześnie poszerzenia siebie i wzbogacenia swojego istnienia.
Władysław Stróżewski, Istnienie i wartość, s. 260.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
projekcje i opowieści
Nic bardziej nie daje życia niż wewnętrzny spokój.
Cierpisz tylko wtedy, gdy wierzysz w myśl, która sprzeciwia się rzeczywistości. Jesteś przyczyną własnego cierpienia - nie ma od tego wyjątków. Na świecie nie ma cierpienia; jest tylko niesprawdzona opowieść, która cię skłania, by w nią wierzyć. Nie ma takiego cierpienia na świecie, które byłoby prawdziwe. Czyż to nie zadziwiające?
Zarówno przyjemność jak i ból to projekcje, i aby się o tym przekonać, potrzebny jest czysty umysł. Po zadaniu czterech pytań doświadczenie cierpienia zmienia się. Radość, która zawsze kryje się pod powierzchnią cierpienia, teraz wysuwa się na pierwszy plan, a cierpienie jest pod nią. Osoby, które stosują Pracę, przestają bać się bólu. Relaksują się w nim. Obserwują jak się pojawia i odchodzi, i dostrzegają, że zawsze się pojawia i odchodzi w idealnym momencie.
(...)Gdy pytania żyją w tobie, myśli nie odciągają cię od kochania wszystkiego, co się dzieje, w chwili gdy się dzieje. Ból zawsze właśnie mija; to opowieść o przeszłości. Wszelkie cierpienie, jakiego kiedykolwiek doświadczyliśmy, wszelkie cierpienie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła jakakolwiek istota ludzka na tej planecie, mija w chwili teraźniejszej. Żyjemy w stanie łaski.
Katie Byron, Thousand names for joy, s. 218.
Cierpisz tylko wtedy, gdy wierzysz w myśl, która sprzeciwia się rzeczywistości. Jesteś przyczyną własnego cierpienia - nie ma od tego wyjątków. Na świecie nie ma cierpienia; jest tylko niesprawdzona opowieść, która cię skłania, by w nią wierzyć. Nie ma takiego cierpienia na świecie, które byłoby prawdziwe. Czyż to nie zadziwiające?
Zarówno przyjemność jak i ból to projekcje, i aby się o tym przekonać, potrzebny jest czysty umysł. Po zadaniu czterech pytań doświadczenie cierpienia zmienia się. Radość, która zawsze kryje się pod powierzchnią cierpienia, teraz wysuwa się na pierwszy plan, a cierpienie jest pod nią. Osoby, które stosują Pracę, przestają bać się bólu. Relaksują się w nim. Obserwują jak się pojawia i odchodzi, i dostrzegają, że zawsze się pojawia i odchodzi w idealnym momencie.
(...)Gdy pytania żyją w tobie, myśli nie odciągają cię od kochania wszystkiego, co się dzieje, w chwili gdy się dzieje. Ból zawsze właśnie mija; to opowieść o przeszłości. Wszelkie cierpienie, jakiego kiedykolwiek doświadczyliśmy, wszelkie cierpienie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła jakakolwiek istota ludzka na tej planecie, mija w chwili teraźniejszej. Żyjemy w stanie łaski.
Katie Byron, Thousand names for joy, s. 218.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
próba i przejście
Człowiek nie jest jakimś mocnym i trwałym kształtem (to było ideałem starożytności na przekór przeczuciom jej mędrców), jest raczej próbą i przejściem, i niczym innym jak wąską, niebezpieczną kładką między naturą a duchem. Najwewnętrzniejsze przeznaczenie popycha go ku duchowi, ku Bogu, ale najgłębsza tęsknota ciągnie go z powrotem ku naturze, ku matce: między tymi obydwiema potęgami kołysze się z lękliwym drżeniem jego życie. To, co ludzie kiedykolwiek rozumieli przez pojęcie "człowiek", jest tylko przejściową, mieszczańską konwencją. Pewne najsurowsze popędy zostają z tej konwencji usunięte i przepędzone, wymaga się tu trochę świadomości, moralności i odzwierzęcania, na odrobinę ducha nie tylko pozwala, ale wprost się tego żąda. "Człowiek" według tej konwencji jest, podobnie jak każdy ideał mieszczański, kompromisem, nieśmiałą, naiwno-chytrą próbą wykręcenia się z gwałtownych postulatów zarówno złej pramatki - natury, jak uciążliwego praojca - ducha, jest próbą zamieszkania pomiędzy nimi w obojętnej atmosferze pośredniej.(...)
W wilku stepowym żyło przeczucie, że "człowiek" nie jest czymś już stworzonym, lecz pewnym postulatem ducha, pewną daleką możliwością, budzącą zarówno tęsknotę, jak i obawę, i że maleńką tylko cząstkę tej drogi w strasznych męczarniach, lecz i w ekstazie przebyli jedynie ci, rzadko spotykani, dla których dziś wznoszą szafot, a jutro pomnik ku ich uczczeniu.
Herman Hesse, Traktat o wilku stepowym
bezlik dusz
Gdy Faust wygłasza to zdanie, tak dobrze znane nauczycielom szkolnym: "Dwie dusze, och, mieszkają w mej piersi", zapomina wówczas o Mefiście i o wielkiej ilości innych dusz, które jednocześnie przebywają w jego duszy. I nasz wilk stepowy miewa chwile, gdy dwie dusze (wilka i człowieka) nosi w swej piersi i uważa, że one pierś jego nieznośnie przepełniają. Jedna jest tylko pierś i jedno ciało, ale mieszka w nich nie jedna dusza, nie dwie, nie pięć, lecz bezlik dusz. Człowiek jest cebulą złożoną ze stu łusek, tkaniną złożoną z niezliczonych nitek. Poznali to i dobrze o tym wiedzieli starożytni Azjaci. W buddyjskiej yodze wynaleziono dokładną technikę demaskowania urojeń osobowości. Wesoła i różnorodna jest gra ludzkości: owo urojenie, do którego demaskowania dążyły Indie przez tysiące lat, jest tym samym urojeniem, które Zachód z podobnym nakładem trudu wspiera i umacnia.
Herman Hesse, Traktat o wilku stepowym.
piątek, 25 listopada 2011
ciało rozpoznało siebie
"Oglądając po raz pierwszy spektakl Piny, płakałem. Jak to możliwe, dlaczego? Bo rozpoznałem w nim siebie. A raczej moje ciało rozpoznało w tym samo siebie. Nigdy nie myślałem, że człowiek może zrozumieć taniec. To było wyłącznie doznanie estetyczne. Tymczasem jej spektakl opowiadał o miłości i nienawiści, o bólu i rozkoszy, o stracie i pożądaniu. Pierwszym spektaklem, który zobaczyłem, było „Café Müller”: z niego nauczyłem się więcej o relacjach między kobietami i mężczyznami niż z całej historii kina, poważnie! I to wszystko bez ani jednego słowa!"
Wim Wenders, 28.10.2011
czwartek, 17 listopada 2011
opowieść o życiu i śmierci
Dopóki nie rozumiemy, że śmierć jest równie dobra, jak życie i że zawsze przychodzi we właściwym momencie, będziemy nieświadomie odgrywać rolę Boga i zawsze będzie nam to sprawiać cierpienie. Zawsze, kiedy twój umysł sprzeciwia się temu, co jest, będziesz doświadczać cierpienia i pozornego oddzielenia. Za każdym smutkiem kryje się jakaś opowieść. Jest to, co jest. I ty tym jesteś.
Mam przyjaciółkę, która przez kilka lat z zaangażowaniem zadawała pytania i zrozumiała, że świat jest odbiciem umysłu. Poślubiła mężczyznę, który był miłością jej życia, i pewnego dnia, gdy siedzieli na kanapie, on dostał ataku serca i zmarł w jej ramionach. Gdy minął pierwszy szok i łzy, zaczęła szukać w sobie smutku i nie znalazła go. Całymi tygodniami szukała rozpaczy, ponieważ przyjaciele powiedzieli jej, że żałoba to niezbędna część procesu uzdrawiania. A ona miała jedynie poczucie, że jest kompletna; nie było takiej części jego, którą miała w sobie, gdy był jeszcz fizycznie obecny, której nie czułaby także i teraz.
Powiedziała mi, że za każdym razem, gdy pojawiała się jakaś smutna myśl o nim, natychmiast pytała: "Czy to prawda?", a następnie odwracała tę myśl, co sprawiało, że smutek znikał i zastępowało go coś, co było prawdziwsze. "Był moim najlepszym przyjacielem; nie mam teraz z kim porozmawiać", przekształcało się w: "Ja jestem swoim najlepszym przyjacielem; teraz mogę rozmawiać sama ze sobą". "Będzie mi brakować jego mądrości", stawało się: "Nie brakuje mi jego mądrości"; w żaden sposób nie mogło jej tego brakować, ponieważ ona była tą mądrością. Wszystko, co, jak sądziła, miała w nim, znajdowała w sobie; nie było żadnej różnicy. A ponieważ on okazał się nią, nie mógł umrzeć. Powiedziała, że gdy nie ma opowieści o życiu i śmierci, istnieje tylko miłość. On zawsze był przy niej.
Katie Byron, Radość każdego dnia, s.78.
niedziela, 23 października 2011
poniedziałek, 10 października 2011
klatka
Moja przebojowa córeczka postanowiła wydostać się na świat. Nogami. Wychodzi mi bokiem, pod żebrami, kopiąc uparcie w jedno miejsce. Słuszny kierunek, skąd ma wiedzieć, że trzeba walić głową i czekać, aż wyjście samo się otworzy? Polka, jesteś bardzo samodzielna, tylko niedoświadczona.
(...)
Leżę na dywanie, obserwuję podskakującą sukienkę. Coś w środku mnie przebiera nóżkami i rączkami. Obudzona właśnie wiewiórka. Biegnąca na kołowrotku przed siebie, w coraz ciaśniejszej klatce.
M. Gretkowska, Polka, s. 308.
więzi
Telefon z Polski, pytanie, czy zgodzimy się na wywiad do "Zwierciadła", cykl: "Pytania do dwojga". Cykorzymy... Nigdy nie mówiliśmy publicznie o nas. Gazetowe chuju-muju. Piotr jest przesądny: "Dobrze nam. Po kiego kusić diabła?"...
Ona: Manuela Gretkowska (Waga)
(...) Piszę najczęściej, kiedy Piotra nie ma w domu, kiedy wychodzi do swojej pracy w ośrodku, albo rano, kiedy on jeszcze śpi. My mamy trochę inny rytm dnia i trochę się mijamy, ale za to w tym czasie, kiedy jesteśmy razem, jesteśmy tylko dla siebie.
I wtedy jest sielanka?
Bywa sielanka, a bywa i dramat szekspirowski. We mnie jest jakiś tragiczny romantyk, ja muszę być bez przerwy zakochana. Kiedy czuję, że mój stan zakochania słabnie, a oczywiście nie mogłabym być z mężczyzną, w którym nie jestem zakochana, robię tragedię, prowokuję spięcia, doprowadzam do granicy rozstania. Wszystko po to, aby upewnić się, że jednak jestem zakochana. To jest jakaś recepta na udany związek, ale tylko dla wytrzymałych nerwowo. Piotr jest wytrzymały.(...)
![]() |
by Justyna Stoszek
|
* * *
On: Piotr Pietucha (Wodnik)
Skąd się wzięła w twoim życiu Manuela?
Mogę odpowiedzieć najprościej - wzięła się ze snu. Ale to dłuższa opowieść. Najpierw śniła mi się jako promienna postać kobieca, która mnie do siebie przyzywa. Byłem wtedy sam, po nieudanych związkach, cierpiałem, tęskniłem i wyobrażałem sobie, że może jest ktoś, kto na mnie czeka, kto mnie pokocha. I wtedy wpadł mi w ręce "Ex Libris", nieistniejąca już dziś gazeta literacka, a w niej fragment prozy Manueli. Ten tekst zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Parę tygodni później zobaczyłem zdjęcie Manueli w jakimś kolorowym piśmie. Bardzo mi się spodobała. Wyciąłem to zdjęcie, powiesiłem sobie na ścianie i tak się wpatrywałem w nią, jak jakiś czarownik wudu albo stuknięta nastolatka. I wtedy zaczęła mi się śnić obsesyjnie, co noc. Skończyłem właśnie czterdzieści lat, przechodziłem kryzys duchowy i dostawałem lekkiego fioła. Trzeba było coś z tym zrobić, uzewnętrznić te emocje. Napisałem więc do niej list, wysłałem na adres redakcji.
Co napisałeś w tym liście?
To był list nawiedzonego maniaka, bardzo długi, oniryczny, do bólu szczery i chyba odważny, bo przecież ja nic o niej nie wiedziałem, poza tym, że jest młodą pisarką z Paryża. Po tygodniu dostałem od niej odpowiedź, taką zwyczajną, żywą, sympatyczną. Byłem zachwycony. I przekonany, że to jest właśnie ta kobieta, na którą czekałem.
Uwierzyłeś, że jesteście sobie przeznaczeni?
Oczywiście. Później dostałem nawet potwierdzenie. Potwierdził to Helge - słynny islandzki szaman i jasnowidz. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy karmiczną parą, która jest ze sobą od czternastu wcieleń. Na ogół byliśmy małżeństwem, raz byłem jej ojcem, a najpiękniejszy związek mieliśmy, kiedy ja byłem mnichem, a Manuela mniszką. Byliśmy bez pamięci w sobie zakochani. W obecnym wcieleniu moją duchową karmą jest opiekowanie się Manuelą, bycie jej rycerzem, który będzie jej strzegł przed szatanem.(...)
Manuela Gretkowska, Polka, ss. 15-23.
Skąd się wzięła w twoim życiu Manuela?
Mogę odpowiedzieć najprościej - wzięła się ze snu. Ale to dłuższa opowieść. Najpierw śniła mi się jako promienna postać kobieca, która mnie do siebie przyzywa. Byłem wtedy sam, po nieudanych związkach, cierpiałem, tęskniłem i wyobrażałem sobie, że może jest ktoś, kto na mnie czeka, kto mnie pokocha. I wtedy wpadł mi w ręce "Ex Libris", nieistniejąca już dziś gazeta literacka, a w niej fragment prozy Manueli. Ten tekst zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Parę tygodni później zobaczyłem zdjęcie Manueli w jakimś kolorowym piśmie. Bardzo mi się spodobała. Wyciąłem to zdjęcie, powiesiłem sobie na ścianie i tak się wpatrywałem w nią, jak jakiś czarownik wudu albo stuknięta nastolatka. I wtedy zaczęła mi się śnić obsesyjnie, co noc. Skończyłem właśnie czterdzieści lat, przechodziłem kryzys duchowy i dostawałem lekkiego fioła. Trzeba było coś z tym zrobić, uzewnętrznić te emocje. Napisałem więc do niej list, wysłałem na adres redakcji.
Co napisałeś w tym liście?
To był list nawiedzonego maniaka, bardzo długi, oniryczny, do bólu szczery i chyba odważny, bo przecież ja nic o niej nie wiedziałem, poza tym, że jest młodą pisarką z Paryża. Po tygodniu dostałem od niej odpowiedź, taką zwyczajną, żywą, sympatyczną. Byłem zachwycony. I przekonany, że to jest właśnie ta kobieta, na którą czekałem.
Uwierzyłeś, że jesteście sobie przeznaczeni?
Oczywiście. Później dostałem nawet potwierdzenie. Potwierdził to Helge - słynny islandzki szaman i jasnowidz. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy karmiczną parą, która jest ze sobą od czternastu wcieleń. Na ogół byliśmy małżeństwem, raz byłem jej ojcem, a najpiękniejszy związek mieliśmy, kiedy ja byłem mnichem, a Manuela mniszką. Byliśmy bez pamięci w sobie zakochani. W obecnym wcieleniu moją duchową karmą jest opiekowanie się Manuelą, bycie jej rycerzem, który będzie jej strzegł przed szatanem.(...)
Manuela Gretkowska, Polka, ss. 15-23.
sobota, 17 września 2011
piątek, 16 września 2011
- odebrać duszę lękom -
Każdemu z siedmiu poziomów energii istniejących w naszym układzie biologicznym odpowiada jedna święta zasada. Zasada ta nieustannie pulsuje w naszym wnętrzu i kieruje nami tak, byśmy w życiu właściwie posługiwali się jej siłą. Przychodzimy na świat z wrodzoną wiedzą o siedmiu zasadach wplecionych w nasz system energetyczny. Łamanie tych zasad osłabia zarówno naszą duszę, jak i ciało fizyczne, a ich przestrzeganie wzmacnia i duszę, i ciało.
Energia jest siłą, a nasze ciało potrzebuje energii i, co za tym idzie, potrzebuje również siły. Czakry, sefiry i sakramaent mówią o współdziałaniu z siłą i o kolejnych, coraz intensywniejszych etapach przejmowania kontroli nad swoją mocą wewnętrzną. (...) Każda podjęta decyzja - powodowana wiarą lub lękiem - ukierunkowuje naszą duszę. Jeżeli motywem jest strach, powraca on do naszego pola energetycznego i do ciała. Jeśli jednak jest nim wiara, to do pola energetycznego napływa łaska i cały nasz układ biologiczny rozkwita.
(...) W ujęciu duchowej tradycji wschodu każdy uczynek tworzy karmę. Działania głęboko świadome tworzą dobrą karmę, natomiast strach i negatywizm złą i wtedy człowiek musi "odebrać" swą duszę lękom będącym motywem negatywnych działań. (...)
Człowiek jest jednocześnie substancją materialną i duchową. Chcąc sami siebie zrozumieć i zachowywać zdrowie duszy i ciała, musimy poznać sposób, w jaki oddziałują na siebie materia i duch, uświadomić sobie, co odbiera naszemu ciału duszę czy siłę życiową i jak możemy uwolnić duszę od fałszywych bożków strachu, złości i przywiązania do przeszłości.
C. Myss, Anatomia duszy, s. 105.
wtorek, 13 września 2011
Jesod
Kate poprosiła mnie o diagnozę po tym, jak jej mąż, trzydziestokilkuletni mężczyzna, zginął w wypadku samochodowym. Musiała sama utrzymać dwoje dzieci, a nie było wielkich szans, by mogła sobie poradzić - nie miała wykształcenia ani zawodu. Kate powiedziała mi, że nie ma siły "dalej żyć".
(...) Poradziłam, aby odwiedziła swojego lekarza, który przeprowadzi badanie jajników, i aby wyznaczyła sobie drobne zadanie, które będzie symbolizować jej chęć odbudowy własnego życia. Miała wizualizować, iz zadanie to wnosi do jej życia nową energię. (...) Zadanie, które Kate uznała za symbol swoich nowych początków, polegało na hodowaniu kwiatów, symbolizujących rodzące się życie. Przy każdym sadzonym kwiatku mówiła: "Hoduję nowe życie dla siebie i moich dzieci". Każdego dnia z coraz większą świadomością starała się sprowadzić swoją energię do teraźniejszości.
(...) Po sześciu tygodniach Kate wpadła na kilka pomysłów zdobycia pieniędzy. Zawsze wykonywała sprawnie wszelkie domowe prace, takie jak gotowanie i szycie, ale nigdy nie pomyślała, iż mogłaby w ten sposób zarabiać na utrzymanie. (...) Po pewnym czasie otworzyła sklep ze strojami własnego projektu i dzisiaj jej biznes rozkwita. Torbiel zniknęła. Kate radzi wielu osobom, by w chwilach, kiedy czują się na dnie i muszą zaczynać wszystko od początku, zajęli się hodowaniem kwiatów w ogrodzie i nie rozstawali sie z myślą: "Zasiewam twórczy pomysł dla siebie".
Historia Kate pokazuje, w jaki sposób twórcza energia może skierować nas na ścieżkę, której istnienia nigdy nie podejrzewaliśmy, i zwiększyć zdolność podejmowania pozytywnych decyzji. Twórczy pomysł ma własne pole energetyczne i może spowodować, że pojawią się osoby i okoliczności, które potrzebne są do jego realizacji na nowym etapie życia. W ujęciu symbolicznym przypadek Kate świadczy także o obecności duchowej energii sefiry Jesod - potrzeby tworzenia - oraz sakramentu komunii - wysyłanej przez nas magnetycznej siły, która przyciąga do nas pomoc z zewnątrz, gdy jej najbardziej potrzebujemy.
C. Myss, Anatomia duszy
powtarzanie i tworzenie nowego
Energie drugiej czakry chcą tworzyć nowe życie, "poruszyć ziemię", wywrzeć wrażenie lub przyczynić się do kontynuacji życia. Energia twórcza - w przeciwieństwie do inspiracji, będącej cechą czakry siódmej - jest na wskroś fizyczna, związana z ziemią, ukorzeniona. Daje nam poczucie, że jesteśmy fizycznie żywi. Z energii czakry drugiej pochodzi nasz podstawowy instynkt przetrwania i intuicja, jak również pragnienie tworzenia dzieł muzycznych, artystyczych, poezji, architektury oraz zgłębiania przyrody dzięki nauce i medycynie. Nasza twórcza energia wciąga nas w wenwętrzny dialog ze sprzecznościami naszej jaźni, z naszymi przeciwstawnymi skłonnościami, i każe nam wchodzić w wewnnętrzne związki, aby w nich znaleźć rozwiązanie tych rozbieżności.
Twórcza energia wyzwala nas z nawykowych schematów zachowania, myślenia i obcowania z innymi. Nawyk to piekło, do którego pchają się ludzie, próbując powstrzymać pęd zmian. Ale twórcza energia sprzeciwia się powtarzalności. Te dwie siły, powtarzanie i tworzenie nowego, ścierają się w ludzkiej psychice i zmuszają nas, byśmy zajęli się chaosem naszego świata i zmienili jego kształt, nadając mu własne znaczenie.
Carolyn Myss, Anatomia duszy, s. 173.
czwartek, 8 września 2011
fazy przemian/okresy spoczynku
...Po siódme , upraszczaj swoje życie duchowe. Całe moje ziemskie studiowanie dotyczące nieba prowadziło mnie do wniosku, że Boska rzeczywistość nie jest skomplikowana. A zatem nie powinna być również skomplikowana nasza osobista teologia. Wierz tylko w to, co niebo uznało za istotne. Na przykład:
* Każdą sytuację można natychmiast zmienić, a chorobę wyleczyć. Boga nie ograniczają czas, przestrzeń i materia, obowiązujące człowieka.
* Bądź konsekwentny: żyj według zasad, w które wierzysz.
* Wszystko stale się zmienia. Każda żywa istota przechodzi fazy trudnych przemian i okresy spoczynku. Włącz się w nurt zmian, zamiast je powstrzymywać.
* Nigdy nie szukaj szczęścia w drugim człowieku - szczęście to wewnętrzna, osobista postawa i odpowiedzialność.
* Życie jest w istocie procesem uczenia się. W każdej sytuacji, problemie i związku uczuciowym zawarta jest lekcja, której warto się nauczyć samemu lub przekazać ją innym.
* Żyj chwilą teraźniejszą i ucz się wybaczać ludziom.
C. Myss, Anatomia duszy, s.86.
środa, 7 września 2011
sygnały niemocy
Prawdę mówiąc, zdajemy sobie sprawę ze swych osobistych potrzeb dopiero wtedy, gdy już jesteśmy uwikłani w określony układ.
Julie przyszła na moje warsztaty, bo chorowała na nowotwór piersi i jajników. Jej małżeństwo od kilku lat nie funkcjonowało dobrze. Chciała wyleczyć się z raka, ale żyła z mężczyzną, który traktował ją z ogromną pogardą, co zaczęło się już dwa lata po ślubie. Chociaż była bardzo atrakcyjną kobietą, bez przerwy jej powtarzał, że mdli go na sam jej widok. Starając się zdobyć jego względy odchudzała się i ciągle ćwiczyła.(...)
Pożycie intymne ustało po dwóch latach małżeństwa. Nieudane próby Julie, by ożywić tę sferę, powodowały dalsze upokorzenia. Gdy stwierdzono u niej raka, mąż odmówił spania z nią w jednym łóżku. W reakcji na takie odtrącenie Julie zaczęła sypiać na podłodze pod drzwiami sypialni. Każdego dnia w drodze do łazienki mąż musiał dosłownie nad nią przechodzić i nieraz spluwał, kiedy prosiła go o pomoc.
Na moje pytanie, dlaczego od niego nie odeszła, powiedziała, że nigdy nie umiała zadbać o siebie w sensie emocjonalnym ani finansowym, a teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje kogoś, kto się o nią zatroszczy.(...)
Patrząc na to z energetycznego punktu widzenia, znamienne jest, że Julie rozwinęła raka w narządach kobiecych; najpierw w jajnikach, potem piersiach. Choroba w symboliczny sposób odzwierciedliła jej poczucie, że została odrzucona jako kobieta. Nasze narządy płciowe zawierają energię naszej biografii, zwłaszcza naszych związków z innymi ludźmi oraz otoczeniem. Julie nie mogła uważać siebie za kogoś, kto ma wewnętrzną siłę, ponieważ za źródło swego bezpieczeństwa uznawała męża; jej układ biologiczny wciąż otrzymywał "sygnały niemocy". Po roku Julie zmarła.
Caroline Myss, Anatomia duszy, ss.77-78.
czwartek, 25 sierpnia 2011
kim jesteś
Kiedy już oddasz się miłości, tracisz cały swój świat takim, jakim go postrzegałeś. Miłość nie pozostawia nic oprócz samej siebie. Jest całkowicie zachłanna; musi mieć wszystko; nie zostawi nawet cienia samej siebie. Wszystko inne odpada, a ty jesteś jak drzewo, które tak pięknie traci liście jesienią. Nasze cierpienie polega na zaprzeczaniu miłości. (...)
Głos we mnie jest tym co poślubiłam. Wszystkie inne małżeństwa to metafora tego małżeństwa. Kiedy podejmuję zobowiązanie, jest to zobowiązanie wobec mojej własnej prawdy i nie ma żadnego "wyżej" albo "niżej". "Czy bierzesz sobie tego mężczyznę za męża?" "Tak. I mogę zmienić zdanie". To uczciwy układ. Jestem poślubiona wyłącznie Bogu - rzeczywistości. I w tym jest moje zobowiązanie. Nie może ono dotyczyć żadnej konkretnej osoby. A mój mąż nie chciałby, aby było inaczej.
Jeśli nie poślubisz prawdy, to nie jest prawdziwe małżeństwo. Wyjdź za siebie, a wyjdziesz za nas. My jesteśmy tobą. To kosmiczny żart.
Byron Katie, Radość każdego dnia, ss. 98-99.
jestem miłością
Człowiek, który myśli: "Powinienem kochać samego siebie", nie ma pojęcia o miłości. Miłość jest tym, czym już jesteśmy. Przekonanie, że powinniśmy kochać siebie, gdy tego nie czynimy, jest samooszukiwaniem. Czy odwrócenie tej myśli nie jest bardziej prawdziwe? "Nie powinienem kochać siebie". Skąd wiesz, że nie powinieneś kochać siebie? Ponieważ nie darzysz siebie miłością! W tej chwili tak właśnie jest. Prawda nie przejmuje się zbytnio różnymi koncepcjami duchowości. "Powinienem kochać siebie". Gdzie? Na jakiej planecie? Miłość nie jest działaniem. Jest czymś, co się ma lub nie. Kiedy zakwestionujesz własne myśli, odkryjesz, że jedyną rzeczą, która powstrzymuje cię od stania się miłością, są stresujące myśli.
B. Katie, Kłamstwa o miłości, s. 257.
wolność
Myśl, że inni ludzie powinni być kim innym, niż są,
przypomina mówienie, że drzewo powinno być niebem.
Rozmyślałam nad tym i odnalazłam wolność.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, s. 161.
- bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form -
"Powinien współżyć wylącznie z tobą". Czy to prawda? Jaka jest rzeczywistość? Nie robi tego. Sypia z innymi kobietami. nie jest to zgodne z naszą moralnością, normami społecznymi, lecz taka jest rzeczywistość. To bezczelne kłamstwo twierdzić, że powinien sypiać wyłącznie z tobą, jeśli tego nie czyni. Co przeżywasz, gdy dajesz wiarę myśli, że mąż nie powinien sypiać z innymi kobietami?
Nienawidzę go.
Jakie doznania to w tobie rodzi?
Czuję się okropnie. Pragnę umrzeć.
W jaki sposób go traktujesz, gdy dajesz wiarę myśli, że powinien być ci wierny?
Wściekam się na niego. Odsuwam się. Zamykam przed nim swoje serce.
Czy to bardzo bolesne?
Okropnie.
(...)
Kim mogłabyś być w jego obecności, gdybyś nie dawała wiary myśli, że powinien zrezygnować z kontakktów z innymi kobietami? Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Spójrz mu w oczy bez przeżywania myśli, że powinien wybrać tylko ciebie. Czy potrafisz to sobie wyobrazić?
Tak. Jest piękny. Wygląda na szczęśliwego.
Na tym polega bezwarunkowa miłość. Taka naprawdę jesteś. A teraz odwróć pierwotną myśl.
(...)
Gniewam się na siebie, ponieważ wybrałam go jako swojego jedynego partnera. To ma sens.
Zgadzam się. Jeśli pragniesz monogamicznego związku, możesz powiedzieć: "Mój drogi, kocham cię takim, jakim jesteś. Kocham to, że pożądasz inne kobiety. Pragnę spełnienia twoich pragnień, dlatego muszę cię opuścić. Jestem zwolenniczką monogamicznego związku i chcę mieć monogamicznego partnera". Nadal uważasz go za swojego jedynego - tego którego kochasz - teraz jednak zwyczajnie z nim nie mieszkasz. Niezależnie od tego, czy z nim zostaniesz, czy odejdziesz, nie będziesz musiała zamykać swojego serca. Wówczas będziesz mogła dostrzec inną osobę obok ciebie i uznać ją za jedyną, akceptując ją dokładnie taką, jaka jest. Bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, ss. 149-152.
Nienawidzę go.
Jakie doznania to w tobie rodzi?
Czuję się okropnie. Pragnę umrzeć.
W jaki sposób go traktujesz, gdy dajesz wiarę myśli, że powinien być ci wierny?
Wściekam się na niego. Odsuwam się. Zamykam przed nim swoje serce.
Czy to bardzo bolesne?
Okropnie.
(...)
Kim mogłabyś być w jego obecności, gdybyś nie dawała wiary myśli, że powinien zrezygnować z kontakktów z innymi kobietami? Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Spójrz mu w oczy bez przeżywania myśli, że powinien wybrać tylko ciebie. Czy potrafisz to sobie wyobrazić?
Tak. Jest piękny. Wygląda na szczęśliwego.
Na tym polega bezwarunkowa miłość. Taka naprawdę jesteś. A teraz odwróć pierwotną myśl.
(...)
Gniewam się na siebie, ponieważ wybrałam go jako swojego jedynego partnera. To ma sens.
Zgadzam się. Jeśli pragniesz monogamicznego związku, możesz powiedzieć: "Mój drogi, kocham cię takim, jakim jesteś. Kocham to, że pożądasz inne kobiety. Pragnę spełnienia twoich pragnień, dlatego muszę cię opuścić. Jestem zwolenniczką monogamicznego związku i chcę mieć monogamicznego partnera". Nadal uważasz go za swojego jedynego - tego którego kochasz - teraz jednak zwyczajnie z nim nie mieszkasz. Niezależnie od tego, czy z nim zostaniesz, czy odejdziesz, nie będziesz musiała zamykać swojego serca. Wówczas będziesz mogła dostrzec inną osobę obok ciebie i uznać ją za jedyną, akceptując ją dokładnie taką, jaka jest. Bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, ss. 149-152.
piątek, 5 sierpnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
biografia staje się biologią
"Czasem trzeba ogromnego wysiłku, aby zmienić nastawienie umysłu, tak by pozwolić sobie na odzyskanie zdrowia. (...) Zaakceptowanie idei, że każda cząstka twojego życia - począwszy od wydarzeń na poziomie fizycznym, a kończąc na każdej postawie, opinii i przekonaniu, jakie w sobie nosisz - wywiera wpływ na twą strukturę biologiczną, to jednak tylko część procesu uzdrawiania. Musisz tę prawdę przenieść z poziomu mentalnego na fizyczny, do swojego ciała, tak abyś poczuł je każdą komórką i całkowicie w nią uwierzył.
(...) Energia jest siłą, a gdy wysyłasz ją w przeszłość, rozpamiętując bolesne wydarzenia, wówczas odbierasz siłę swojemu teraźniejszemu ciału i może to prowadzić do choroby."
Caroline Myss, Anatomia duszy. Siedem poziomów siły i uzdrawiania
..?..
"Z racji swojej fizycznej natury kobiety są seksualnie introwertywne, "wtulają" swoją kobiecość."...
Ch. i C. Muir, Tantra
czwartek, 21 lipca 2011
la vie, l'amour. . .
La vie, la vie ça se trouve
Dans l'amour.
L'amour, l'amour ça se perd
Dans la vie.
La vie, la vie ça se donne
Par l'amour.
L'amour, l'amour ça se prend
Par envie.
La vie, la vie ça rêve
A l'amour.
L'amour, l'amour s'éveille
A la vie,
Car la vie, mais c'est l'amour.
Oui la vie, c'est l'amour
Et l'amour, c'est la vie.
Pas de vie, sans amour.
Pas d'amour, sans la vie.
Notre vie pour l'amour,
Notre amour pour la vie.
Mon amour, tu es ma vie.
La vie, la vie ça chante
Dans l'amour.L'amour, l'amour ça crie
Dans la vie.
La vie, la vie nous donne
Tout l'amour.
L'amour, l'amour nous prend
Toute la vie.
La vie, la vie ça meurt
Pour l'amour.
L'amour, l'amour ça vit
Pour la vie.
C'est l'amour
Et c'est la vie...
środa, 15 czerwca 2011
zadusić, powiesić
"Szedłem za nimi, nie zauważyli mnie. Ona szła trochę z boku i nie byłoby trudno zbliżyć się do niej. Zbliżyłbym się, oczywiście, w charakterze duszącego i wieszającego. Nie byłoby trudno odciągnąć ją na bok (bo my już byliśmy w sobie zakochani, ona też mnie kochała, któż mógł wątpić, jeśli ja chciałem ją zabić, to ona musiała mnie kochać), a wtedy będzie można i zadusić i powiesić. Zaczynałem rozumieć, jak to jest, gdy się jest mordercą. Morduje się, gdy morderstwo staje się łatwe, gdy nie ma nic lepszego do zrobienia. Wykańczają się po prostu inne możliwości. Wróbel wisi, patyk wisi, Ludwik wisi, ja ją wieszam jak kota powiesiłem. Mógłbym, naturalnie, nie wieszać, ale... taki zawód sprawiać? Takie pomieszanie szyków? Po tylu zachodach, kombinacjach, wieszanie wyłoniło się w pełni i ja je z ustami złączyłem - miałbym teraz skrewić, nie wieszać?
Wykluczone.
W. Gombrowicz, Kosmos, s. 149.
wtorek, 7 czerwca 2011
zanik, rozpad, koniec
"Dom przed nami wydawał się już nieźle nadgryziony zmierzchem, w samej materii swojej, nadwątlonej... i kotlina była jak kielich fałszywy, bukiet trujący, wypełniona niemocą, niebo zanikało, zaciągały się i zasnuwały kotary, wzrastał opór, rzeczy nie chciały się udzielać, właziły do nory, zanik, rozpad, koniec - choć jeszcze było dość widno - ale dawało się we znaki zjadliwe rozprzężenie samego widzenia. Uśmiechnąłem się, bo pomyślałem, że ciemność bywa dogodna, w niewidzeniu można zbliżyć się, podejść, dotknąć, ująć, objąć i kochać się do obłąkania, ale cóż, nie chciało mi się, nic mi się nie chciało, ja miałem egzemę, byłem chory, nic, nic, napluć tylko, napluć jej w usta i nic.
Mnie się nie chciało.
W. Gombrowicz, Kosmos, s. 126.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
wtorek, 31 maja 2011
- rozkoszować się? wymiotować? -
"Ale moja wściekłość przetoczyła się w rozkosz. Gdyż ona, proszę mnie zrozumieć, była też za drobna wobec kota i z tego powodu wstydziła się, już byłem tego pewny, wstydziła się kota! Ach! Za drobna dla wszystkiego, odrobinę mniejsza, niż trzeba, nadawała się tylko do miłości, do niczego więcej, i dlatego wstydziła się kota... gdyż wiedziała, że cokolwiek by się do niej odnosiło, musiało mieć sens miłosny... i choć nie domyślała się, kto, to przecież wstydziła się kota, bo kot był jej kotem, i jej dotyczący...
Ale kot jej był kotem moim, przeze mnie zaduszonym.... Był nasz wspólny.
Rozkoszować się? Wymiotować?"
W. Gombrowicz, Kosmos, s. 63.
nigdy niczego
"Światło zgasło.
Wpatrywałem się, choć nic nie widziałem, ze wzrokiem niewidzącym, wbitym w ciemność jamy, wciąż jeszcze się patrzyłem, co mogli robić? Co robili? I jak robili? Tam teraz wszystko mogło się dziać. Nie było gestu, dotknięcia, które by było niemożliwe, ciemność naprawdę była nieodgadniona, wiła się, albo nie wiła, albo wstydziła, albo kochała, albo w ogóle nic, albo coś innego, albo podłość, zgroza, nigdy niczego się nie dowiem. Zacząłem złazić i opuszczając się powoli myślałem, że gdyby była dzieckiem z bardzo niebieskimi oczyma też mogłaby być potworem - niebieskookim i dziecinnym. Więc co można wiedzieć?
Nigdy niczego o niej nie będę wiedział.
(...)
Dochodziłem już do ganku. Na balustradzie siedział kot Leny, Dawidek, i na mój widok wstał i wyprężył się, abym go połaskotał. Złapałem kota mocno za gardło, zacząłem dusić, przemknęło mi, jak błyskawica, że co to ja robię, ale pomyślałem, już trudno, już za późno, z całej siły zaciskałem ręce. Udusiłem. Zwisł."
W. Gombrowicz, Kosmos, ss. 59-60.
E di notte...
performed by Mina
E di notte, e di notte
per non sentirti solo
ricorderai
i tuoi giorni felici
ricorderai
tutti quanti i miei baci
e capirai
in un solo momento
cosa vuol dire
un anno d'amore...
mężczyzna u boku kobiety
"... tfy, tak natknąć się na mężczyznę u boku kobiety, która nas interesuje, to już żadna przyjemność... ale gorzej jeszcze, że taki mężczyzna, obcy zupełnie, staje się naraz przedmiotem naszej - przymusowej - ciekawości i musimy odgadywać jego najskrytsze gusta i upodobania... choć to nas mierzi... musimy czuć go poprzez tę kobietę. Nie wiem, co bym wolał: czy, żeby ona, będąc ponętna sobą, okazała się nim odpychająca, czy też żeby stała się też pociągająca poprzez mężczyznę, którego sobie wybrała - obie możliwości były fatalne!"
Witold Gombrowicz, Kosmos, s. 17.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































