Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Müller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Müller. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 maja 2010

Czekałam.


"Poszłam poszukać kawałka trawy bez żwiru. Chciałam upasć na plecy, żeby nie podrapać sobie twarzy. Chciałam ostygnąć w cieniu i być piękną zmarłą.

Na pewno ubiorą mnie w sliczną białą sukienkę, kiedy umrę.
Było samo południe a smierć nie przychodziła.
(...) Lato przetaczało po mnie swój ciężki kwiatowy zapach z wysokiej trawy. Dzikie kwiaty traw wpełzały mi pod skórę. Poszłam nad rzekę i umyłam się pod pachami. Wysokie zielsko wyrosło z mojej skóry. Byłam pięknym, bagiennym krajobrazem.
Położyłam się w wysokiej trawie i zaczęłam wsiąkać w ziemię. Czekałam, aż przyjdą po mnie przez rzekę wielkie wierzby, aż ich gałęzie będą we mnie uderzać, a liscie opadać we mnie. Czekałam, aż powiedzą: jestes najpiękniejszym bagnem swiata, wszystkie przyszłysmy do ciebie. Przyniosłysmy ze sobą nasze wielkie, smukłe ptaki wodne, one będą trzepotać w tobie i krzyczeć w głąb ciebie. A tobie nie wolno płakać, ponieważ bagna muszą być dzielne, i musisz zniesć wszystko, skoro się z nami zadałas."

H. Muller, Niziny, ss. 86-87.

czekamy na ich krzyk


"Liliowe kwiaty przy płotach, slaz ze swoimi zielonymi owocami między mlecznymi zębami dzieci.

Dziadek, który mawiał, że od slazu człowiek głupieje, nie wolno go jesć. Chyba nie chcesz zgłupieć. (...)
Kwiaty akacji na wiejskich drogach. Zasnieżona wies z rojami pszczół w dolinie. Jadłam kwiaty akacji. Miały w srodku słodką trąbkę. Rozgryzłam ją i trzymałam długo w buzi. Ledwo przełknęłam, już podnosiłam do ust następny kwiat. We wsi było nieskończenie dużo kwiatów, nie dało się wszystkich zjesć. Wielkie drzewa kwitły co roku.
Nie wolno jesć kwiatów akacji, mówił dziadek, siedzą w nich małe czarne muchy, i kiedy wlezą ci do gardła, stracisz mowę. Chyba nie chcesz być niema. (...)
Polujemy na bielinki. Mają kruche żyłki w skrzydłach. Nadziewamy je na szpilkę i czekamy na ich krzyk, ale one nie mają w ciele kosci, są lekkie i potrafią tylko latać. To nie wystarcza, kiedy wszędzie jest lato.
Długo trzepoczą na szpilce, zanim zamienią się w zwłoki.
W szwabskim dialekcie zwierzęce zwłoki nazywa się scierwem. Motyl nie może być scierwem. Nie gnije, rozpada się zaraz po smierci."

H. Muller, Niziny, ss. 19-21.

czwartek, 20 maja 2010

blakną i siwieją


"Na ścianach wiszą zdjęcia ślubne. Kobiety noszą ciężkie wieńce na płaskich bluzkach i we włosach. Mają piękne, szczupłe dłonie splecione na brzuchach i smutne młode twarze. Na sąsiednich zdjęciach trzymają za rękę dzieci, i widać, jak pod bluzkami zaokrągliły się im piersi, za nimi stoi wóz, na którym piętrzy się siano.

Gdy tak robią na drutach, z ich bród wyrastają cienkie włosy, które z czasem blakną i siwieją, a czasem jakiś zabłąka się w skarpetce.
Z wiekiem rosną im wąsy, a z dziurek od nosa i brodawek zaczynają sterczeć włosy. Całe robią się owłosione i tracą piersi. A kiedy już się zestarzeją, to przypominają mężczyzn, i wtedy decydują się umrzeć."


H. Muller, Niziny, s. 38.

kobiety


"Gdzieniegdzie sypią się napisy. Litery i cyfry wpadają w pory roku, siedzące jak chude dzięcioły na płotach i zdziobujące krzątaninę kobiet, które podczas dnia zawsze są same i zaplątują się w ciemne fałdy spódnic. W milczeniu wchodzą i wychodzą z domów, a za ich plecami drzwi opierają się, skrzypiąc, o pokoje. (...)

Wiatr niesie przez ulice chude kobiety w długich fartuchach.
W puste przedpołudnia idą do sklepu w fałdzistych siodłach swoich bluzek i kościstym kartonie chustek na głowę, sterczących spiczasto nad czołami, i kupują drożdże lub pudełko zapałek.
Ciasto, które zagniatają, nadyma się jak potwór i pełza po domu, szalone, pijane od drożdży.
Stare kobiety siorbią przy śniadaniu i połykają kożuch z mleka, i żują mokry chleb z cukrem, i mają jeszcze po nocy ropę w kącikach oczu. W południe zbierają siły, żując okrągłe białe kluski.
W zimowe popołudnia siedzą przy oknach, dziergają i same siebie wplatają w skarpetki z drapiącej wełny. Skarpetki wydłużają się nieustannie, aż są tak długie jak zima, mają pięty i palce, jakby potrafiły same chodzić."

Herta Muller, Niziny, ss. 36-37.

niedziela, 3 stycznia 2010

Człowiek...



"Windisch czuje pod pępkiem swój uparty członek. Wiatr puka w drewno. Szyje. Wiatr wszywa worek w ziemię.
Windisch słyszy głos żony. Żona mówi: - "Potwór". Każdego wieczora mówi "potwór", gdy Windisch w łóżku zwraca ku niej swój oddech. Od dwóch lat nie ma w brzuchu macicy. "Lekarz zabronił" - mówi - "dla twojej przyjemności nie pozwolę sobie zniszczyć pęcherza".
(...)
Za drzwiami słyszał Windisch jęki żony, miarowe, regularne. Jakby ktoś szył na maszynie.
Windisch otworzył drzwi. Zapalił światło. Nogi żony stały na prześcieradle jak otwarte okiennice. Drgnęły w świetle. Żona otworzyła oczy. Nie były oślepione światłem. Były tylko nieruchome.
Windisch pochylił się. Rozsznurował buty. Spod ramienia patrzył na uda żony. Widział, jak wyciągnęła z włosów łonowych palec, cały w śluzie. Nie wiedziała, gdzie ma położyć rękę z tym palcem. Położyła ją na brzuchu.
(...) Żona Windischa odwróciła twarz do ściany i głośno zapłakała. Płakała długo głosem młodości. Płakała krótko i cicho swoim głosem. Jęknęła trzy razy głosem innej kobiety. Potem zamilkła.
Windisch zgasił światło. Wszedł do ciepłego łóżka. Czuł wszędzie śluz, jakby wypróżniła brzuch w pościel.
Windisch słyszał, jak sen wciska ją pod śluz. Słyszał jej oddech - zmęczony i pusty. I taki daleki. Jakby dotarł do końca wszystkiego, do swego własnego końca."

H. Muller, Człowiek jest..., s.19.

piątek, 1 stycznia 2010

Głupi jest człowiek



Na księżycu widać czerwoną plamę chmury. Windisch opiera się o ścianę młyna. "Głupi jest człowiek" - mówi nocny stróż - "i zawsze gotowy wybaczać". Pies zjada skórę od słoniny. "Wszystko jej wybaczyłem" - mówi nocny stróż. - "Wybaczyłem jej piekarza. Kurację w mieście jej wybaczyłem". Muska palcem ostrze noża: - "Cała wieś się ze mnie śmiała". Windisch wzdycha. "Nie mogłem patrzeć jej w oczy" - mówi nocny stróż. - "Tylko tego jednego, że tak szybko umarła, jakby nie miała nikogo na świecie, tego jej nie wybaczyłem".

 
Herta Muller, Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie, s.11.