![]() |
Azulejos
Alfama, Lisboa
by Annaesthesis
|
wtorek, 8 stycznia 2013
ż y c i e
Możemy więc zdefiniować życie jako stan kontrolowanego wewnętrznego pobudzenia, w którym wytwarzana jest energia napędzająca wewnętrzne procesy, podtrzymujące funkcje życiowe oraz zewnętrzne działania dla utrzymania lub zwiększenia pobudzenia organizmu.
A. Lowen, Duchowość ciała, s. 39.
piątek, 4 stycznia 2013
stan równowagi
Medycyna świata zachodniego, z racji swojej mechanistycznej orientacji, nie chce uznać tej siły, która jest zasadniczym elementem medycyny Wschodu. Na Wschodzie skupia się uwagę na zachowaniu zdrowia, a nie na leczeniu choroby. Wymaga to jednak holistycznego spojrzenia na zdrowie, obcego medycynie zachodniej. Na całym obszarze Wschodu zdrowie jest powszechnie postrzegane jako stan równowagi, czy też harmonii, między tym, co indywidualne, a tym, co uniwersalne. (...)
Wschód zawsze przejawiał większy szacunek dla przyrody niż Zachód, w przekonaniu, ze dobro człowieka zależy od jego harmonii z naturą. Tao jest przecież drogą natury. Zachód, przynajmniej w ciągu kilku ostatnich stuleci, zmierza do przejęcia kontroli i władzy nad przyrodą, a różnica ta jest widoczna w zachodniej postawie wobec ciała. Człowiek Zachodu myśli o zdrowiu cielesnym w kategoriach sprawności, dobrej kondycji pozwalającej mu przepracować całe życie, tak jak o sprawnej maszynie. Postawę tę można dostrzec w ćwiczeniach fizycznych jakim się oddaje, takich jak podnoszenie ciężarów czy trening na specjalnych maszynach. Wschodnie ćwiczenia, takie jak joga czy taijiquan, odzwierciedlają zainteresowanie żywotnością ciała - czyli jego duchowością.
A. Lowen, Duchowość ciała, ss. 20-21.
życie ducha
Jeżeli przyjmiemy, że istoty ludzkie są stworzeniami duchowymi, musimy również przyjąć, że utrata poczucia łączności z innymi ludźmi, zwierzętami i naturą poważnie zakłóca zdrowie umysłowe. Na płaszczyźnie kulturowej nazywamy takie zakłócenie anomią. Na poziomie jednostki ludzkiej określamy je jako uczucie izolacji, osamotnienia czy pustki, które może doprowadzić do depresji, a w ostrzejszych przypadkach nawet do schizoidalnego wyłączenia się z życia. Na ogół nie dostrzega się faktu, że gdy połączenie ze światem zewnętrznym zostanie przerwane, następuje również utrata łączności ze swym cielesnym "ja". To właśnie brak odczuwania ciała leży u podłoża depresji i stanów schizoidalnych. Wynika on z obniżonej żywotnośći ciała, spadku jego ducha witalnego czy kondycji energetycznej. Nie da się oddzielić zdrowia umysłowego od zdrowia fizycznego, bowiem prawdziwe zdrowie łączy w sobie obydwa te aspekty. (...)
Obiektywne zdrowie umysłowe objawia się żywotnością ciała, którą można dostrzec w bystrości spojrzenia, kolorze i cieple skóry, spontaniczności wyrazu, ożywieniu ciała oraz elegancji ruchów. Szczególnie ważne są oczy, bedące oknami duszy. W nich możemy dostrzec życie ducha, który tkwi w człowieku. W przypadkach, gdy duch jest nieobecny, jak w schizofrenii, oczy są puste. W stanach depresji oczy są smutne, a często maluje się w nich głęboka rozpacz.
A. Lowen, Duchowość ciała, s. 14.
czwartek, 3 stycznia 2013
wdzięk czyli łaska
Duch i materia łączą się w pojęciu wdzięku czy łaski. W teologii łaskę definiuje się jako "wpływ boski, działający w sercu, aby je odrodzić, uświęcić i zachować". Można też ją określić jako boski duch. Ten duch odczuwany jest jako naturalny wdzięk ciała oraz postrzegany we wdzięcznej postawie człowieka wobec wszelkich stworzeń boskich. Wdzięk, czyli łaska, jest stanem świętości, kompletności, łączności z życiem i jedności z tym, co boskie. A pojęcia te są synonimami zdrowia.
Alexander Lowen, Duchowość ciała, s. 12.
piątek, 7 grudnia 2012
piątek, 9 listopada 2012
Źródło
W bezkresie życia, w którym jestem,
wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne.
Żyję w zgodzie i harmonii z każdym, kogo znam.
Głęboko w moim wnętrzu jest nieskończone źródło miłości.
Pozwalam teraz wypłynąć tej miłości na powierzchnię.
Wypełnia ona moje serce, moje ciało, mój umysł i świadomość,
całą moją istotę.
Promienuje ze mnie we wszystkich kierunkach
i powraca do mnie pomnożona.
Im więcej miłości daję, tym więcej mam jej w sobie.
Jej zasoby są nieograniczone.
Życie miłością sprawia, że czuję się dobrze;
Jest ona wyrazem mojej wewnętrznej radości.
Kocham siebie i dlatego troszczę się o swoje ciało.
Z miłością dostarczam mu wartościowego pożywienia.
Pielęgnuję je i ubieram,
a ono odpowiada mi zdrowiem i energią.
Kocham siebie,
dlatego zapewniam sobie wygodny dom,
który spełnia moje wymagania,
i w którym dobrze jest przebywać.
Wypełniam pokoje wibracją miłości,
by każdy kto wchodzi, łącznie ze mną,
czuł tę miłość i mógł się nią żywić.
Kocham siebie,
dlatego wykonuję pracę, która sprawia mi radość
i pozwala na wykorzystanie moich talentów i zdolności twórczych.
Pracuję z ludźmi i dla ludzi, których kocham, i którzy mnie kochają,
i zarabiam wystarczająco dobrze.
Kocham siebie
i zachowuję się przyjaźnie wobec wszystkich ludzi,
ponieważ wiem, iż to, co daję, wraca do mnie zwielokrotnione.
Do mojego świata przyciągam tylko kochających ludzi,
bo oni są odbiciem mnie samego.
Kocham siebie,
dlatego żyję całkowicie teraźniejszością,
doświadczając każdej chwili jako dobrej.
Wiem, że moja przyszłość jest jasna, radosna i bezpieczna,
ponieważ jestem ukochanym dzieckiem Wszechświata,
Wszechświat zaś z miłością troszczy się o mnie,
teraz i zawsze.
Wszystko jest dobre w moim świecie.
Louise L. Hay, Możesz uzdrowić swoje życie, s. 133.
środa, 17 października 2012
Wewnętrzne dziecko
Prawie całe nasze zaprogramowanie, zarówno negatywne, jak i pozytywne, zostało zapisane w naszym wnętrzu, kiedy mieliśmy około trzech lat. Nasze późniejsze doświadczenia opierały się na tym, co przyjęliśmy i w jakie prawdy o samych sobie i życiu wówczas uwierzyliśmy. Sposób, w jaki nas traktowano, kiedy byliśmy mali, jest zazwyczaj sposobem, w jaki traktujemy sami siebie. Osoba, którą karzesz, jest trzyletnim dzieckiem w tobie.
Jeśli jesteś zły na siebie z powodu obawy i strachu - pomyśl o sobie, jak o trzyletnim dziecku. Gdybyś miał przed sobą takie przestraszone trzyletnie dziecko, co byś uczynił? Gniewałbyś się na nie czy też przytulił do siebie, uspokoił i pocieszył? Dorośli otaczający cię w odległych czasach dzieciństwa nie wiedzieli być może, jak cię uspokoić. Teraz ty jesteś tym dorosłym i, jeśli nie uspokoisz dziecka w sobie, będzie to rzeczywiście bardzo smutne.
Co było, to było, przeszło, minęło. W chwili obecnej możesz jak najtroskliwiej zająć się sobą. Przerażone dziecko potrzebuje uspokojenia, a nie skarcenia. Karcenie siebie powoduje jeszcze większy lęk, od którego nie ma dokąd uciec. Jeśli dziecko w tobie czuje się niepewnie, powoduje to dużo kłopotów. Przypomnij sobie, jak się czuło lekceważone, kiedy byłeś mały. Obecnie czuje się tak samo wewnątrz ciebie.
Bądź dobry dla siebie. Zacznij siebie kochać i akceptować. To jest to, czego małe dziecko najbardziej potrzebuje, by mogło jak najpełniej wyrażać cały swój potencjał.
Louise L. Hay, Możesz uzdrowić swoje życie, s. 86.
poniedziałek, 8 października 2012
Spotkanie
Strużki światła
1 XI
Kochamy się w porannych ciemnościach. No tak, ale o tym się nie mówi, chyba że w piosenkach albo romansach. Naprawdę się kochałam i byłam hinduską, bezgrzeszną boginią obejmowaną przez sturękiego tancerza. On był we mnie kryształem. Na koniec nasze ciała świeciły. Spływały po nas strużki światła. Dlatego mogłam widzieć jego twarz, jeszcze w natchnieniu. Moja była schowana w cień i na chwilę prawdziwa, bo smutna. Musieliśmy wstać, zmartwychwstać z łóżka. Znowu razem po wędrówce w zaświaty zmysłów.
2 XI
Moja twarz jest bardziej naga od ciała. Dlatego, kochając się, szukam twojego spojrzenia, przyciągam je do niej. Patrz na mnie, w moje oczy. Ręce, biodra i nogi znajdą się same. Kocham się z twoim uśmiechem, reszta to rytmiczne, coraz gorętsze oklaski. Aplauz orgazmu. I cisza jak po każdym cudzie. Bo miałam mężczyznę. Pod skórą, tam gdzie zawsze boli. Gdzie nie można się wedrzeć inaczej, niż raniąc.
Manuela Gretkowska, Europejka, ss. 233-235.
Kochamy się w porannych ciemnościach. No tak, ale o tym się nie mówi, chyba że w piosenkach albo romansach. Naprawdę się kochałam i byłam hinduską, bezgrzeszną boginią obejmowaną przez sturękiego tancerza. On był we mnie kryształem. Na koniec nasze ciała świeciły. Spływały po nas strużki światła. Dlatego mogłam widzieć jego twarz, jeszcze w natchnieniu. Moja była schowana w cień i na chwilę prawdziwa, bo smutna. Musieliśmy wstać, zmartwychwstać z łóżka. Znowu razem po wędrówce w zaświaty zmysłów.
2 XI
Moja twarz jest bardziej naga od ciała. Dlatego, kochając się, szukam twojego spojrzenia, przyciągam je do niej. Patrz na mnie, w moje oczy. Ręce, biodra i nogi znajdą się same. Kocham się z twoim uśmiechem, reszta to rytmiczne, coraz gorętsze oklaski. Aplauz orgazmu. I cisza jak po każdym cudzie. Bo miałam mężczyznę. Pod skórą, tam gdzie zawsze boli. Gdzie nie można się wedrzeć inaczej, niż raniąc.
Manuela Gretkowska, Europejka, ss. 233-235.
wtorek, 2 października 2012
życie w ciele
Prawie wszystko, co stanowi istotę nowoczesnych społeczeństw przemysłowych, marginalizuje potrzeby ciała, preferując umysł. Fritz Perls, twórca terapii Gestalt, często powtarzał: "Straćcie głowę, a odzyskacie zmysły". Normalną reakcją na nadmiar bodźców jest wyłączanie zmysłów. Kiedy to robimy, w pewnym sensie opuszczamy nasze ciało; opuszczamy nasz dom, który jest schronieniem uczuć, emocji i rozumu, wiąże nas z linią przodków, naszą przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Wszyscy żyjemy w ciele, które rozwijało się miliony lat i z każdym pokoleniem będzie się dalej rozwijać. Każdy z nas ma niepowtarzalne ciało. Nigdzie we Wszechświecie nie istnieje ciało takie samo jak nasze. I to ciało zostało stworzone po to, aby żyć. Dysponuje mądrością, zdolnością do dziwienia się i magią. Wszystko to może wykorzystać do wielkiego tańca życia. Kiedy z przyczyn osobistych i kulturowych opuszczamy nasze ciało, pojawiają się choroby i często wtedy nie wiemy, jak moglibyśmy odzyskać zdrowie. Kiedy zachorujemy, doznajemy często uczucia, że nasze ciało, którego zdrowie dotychczas było dla nas czymś oczywistym, zdradziło nas. W takim przypadku ważne jest, abyśmy powrócili do naszego ciała i obudzili nasze zmysły, aby przywrócić mu naturalną moc uzdrawiania.
(...)Zaryzykujmy coś, zróbmy coś, co sprawia nam przyjemność i rozkoszujmy się doznaniami. Uwłaszczmy nasze ciało wraz z jego wszystkimi cudownymi właściwościami. Potrafią to dzieci, dorośli często już zapomnieli, jak to się robi.
Anna Halprin, Taniec jako sztuka uzdrawiania, s. 30.
piątek, 14 września 2012
- tworzenie -
Godność kobiety, na czym ona polega? Anaïs Nin, papieżyca nowoczesnego pisarstwa obyczajowego, ocenzurowała swoje wydane w latach 70. dzienniki właśnie ze względu na godność. Uważała, że nikt nie wybaczy kobiecie, tym bardziej pisarce, opisywania własnej seksualności. Zepchnie się ją wtedy do literackiego rynsztoka. Henry Miller, kochanek Anaïs Nin, mimo że w końcu stał się klasykiem amerykańskiej literatury, kilkadziesiąt lat walczył z pogardliwą opinią odsyłającą go do rezerwatu pornografii. Dla niego erotyka była zwykłym środkiem literackim. (...)
Nie chcę, powołując się na zmagania Millera czy Anais Nin z ówczesną krytyką, uskarżać się na tępotę gryzipiórków obrzucających mnie epitetami po każdej najnowszej książce. To biedni hipokryci, którym się wydaje, że przemawiają w imieniu ludzkości, smaku, a nie własnej ograniczoności.
Nie rozumiem, dlaczego po XX wieku, po jego zbrodniach i pornografii historii torturującej człowieka na wszelkie możliwe sposoby, kogoś oburzają opisy scen miłosnych. Na pewno kiedyś do Polski też dotrze nowoczesna literatura opisująca człowieka razem z jego psychiką i ciałem.
Dlaczego, chociaż od kilkunastu lat walę głową w mur pseudointeligentów, nie wezmę się za coś, co przynosi więcej kasy i prestiżu? Bo tworzenie, także to przełamujące wstyd milczenia, daje nam godność. Tworzenie miłości, książek, marzeń, obrazów czy muzyki. Piękna, którego jeszcze nie było.
Manuela Gretkowska, Europejka, s. 20.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












