poniedziałek, 30 kwietnia 2012
porządek natury
...Jako rzeźbiarz mam władzę nad materią - buduję porządek według własnych zasad. Porządek świata jest to sposób, w jaki ludzie postrzegają rzeczywistość. Jako tyran narzucam im moją sztuką sposoby postrzegania i rozumienia rzeczy. I tak jestem na przegranej pozycji, bo mogę promować jedynie mój, ludzki porządek, o wiele uboższy od porządku natury. Kiedy drzewo zrzuca gałęzie i liście, układają się one w okrąg wokół pnia - w mandalę. Stare badyle i liście są rozprowadzane w naturalny sposób, tworząc w ściółce subtelny porządek. Człowiek grabiami zgarnia gałęzie na jedną stertę, liście na drugą. To jest porządek człowieka - ubogi i racjonalny, zabójczy.
Paweł Althamer
Pieśń skórzanego worka
- - -
- przepływy ciepła i zimna, cisza i szum -
Czym, poza techniką poznawania równoległych rzeczywistości i światów wielowymiarowych, jest dla Ciebie sztuka?
Moja sztuka rodzi się z tęsknoty do niewerbalnego jezyka - przekaz powstały dzięki niej wyraża silniej i precyzyjniej myśli i fascynacje autora. Jest bezpośrednim nośnikiem emocji. Dlatego jest takie bogactwo dziedzin sztuki, aby ludzie o różnych tyapach osobowości i różnych konstrukcjach psychicznych znajdowali bratnie dusze, z którymi mogą wymieniać się emocjami. Sztuki plastyczne przegrywają z muzyką, która łatwiej i szybciej przepływa z ciała do ciała. Można ją do siebie wpuścić, będąc mniej aktywynm niż przy percypowaniu rzeźby. Więc sztuki plastyczne porzucają obiekty na rzecz konstruowania sytuacji, kreowania widowisk. Sztuka rodzi się z nostalgii za czasami, gdy ludzie byli istotami bez fizycznego ciała, a obecność innych istot zaznaczała się przepływami ciepła lub zimna, ciszą i szumem. Po subtelnej zmianie warunków otoczenia ropoznawało się obecność drugiej istoty. Istoty te nie potrzebowały języka, wystarczyło, aby jedna zbliżyła się do drugiej, żeby nawzajem wiedziały, co czują. Samo pojawienie sie uczuć lub myśli było już komunikatem.
Paweł Althamer
Pieśń skórzanego worka. z Pawłem Althamerem rozmawia Artur Żmijewski, Warszawa, 10 maja 1997r.
piątek, 13 kwietnia 2012
uwaga i czułość
Na fali noworocznych postanowień proszę Was usilnie o uwagę i czułość dla naszej ludzkiej rozlazłości. Najbardziej dla własnej, ale i dla cudzej... Tym bardziej że MacŚwiat mamy teraz neonowy, glamour, wymagane jest stanie na straży własnej wyjątkowej błyszczącości (nie mylić z błyskotliwością), zadaniowości, skuteczności w zarządzaniu własnymi interesami i powalanie na kolana innych z powodu bycia nie do zdarcia niezależnie od tego, co nas spotka i od kogo.
(...) Dla naszego zaś bycia swoim najlepszym przyjacielem niezwykle istotna jest prawdziwa akceptacja siebie w czasie tego subiektywnego bycia do dupy. Według mnie takie okresy są nie tylko zrozumiałe. One są konieczne. Jako przeciwwaga naszego pędu, perfekcjonizmu, bezlitosnych często wobec siebie wymagań, naszego wewnętrznego Rodzica, za często nieczułego i bezlitosnego. Jako przeciwwaga doskonałości, starania się, budowania siebie lepszym. Jako wielkie wołanie naszego nadużywanego organizmu, który wymusza w ten sposób nicnierobienie, na jakie świadomie sobie nie pozwalamy.
Podziękujmy naszemu ciału, naszej nieświadomej mądrości, że zamiast zachorować i zmusić nas do poddania się, przysyła nam wiadomość znacznie zdrowszą: zatrzymaj się, zajmij się sobą, a nie osiągnięciami, bądź, człowieku, dla siebie DOBRY!
K. Miller, Nie bój się życia, ss. 107-110.
wrócić do siebie
Jako dzieci przeżywamy wszystko po raz pierwszy. Jako gatunek dostajemy w wyposażeniu lęk egzystencjalny; przed ogromem wszechświata, przed naszą w nim maleńkością i znikomością, brakiem odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. A jeśli się jeszcze doda do tego przeróżne indywidualne historie życiowe, pełne niezrozumień, niedokochań, strat, katastrof i udręk - musimy uszanować i docenić nasze strategie przetrwania, które pozwoliły nam dotrzeć do dnia dzisiejszego. Brawo za naszą dzielność, upór, odwagę i inteligencję w wytwarzaniu wszelkich mechanizmów obronnych!
Ale też biada nam, bo się do tych mechanizmów tak przywaiązaliśmy, tak się nimi automatycznie posługujemy, ze nawet czasem nazywamy je, o zgrozo, swoją istotą! Jak wrócić do SIEBIE? Jak żyć, czerpać ze swej istoty, a nie z krzywych podpórek, które już się przeżyły i przeszkadzają, zamiast pomagać?
Katarzyna Miller, Nie bój się życia
Preludium do snu
Cały nasz umysł - to mgła, którą Toltekowie nazywają mitote. Umysł jest snem, gdzie tysiące ludzi mówią równocześnie, nie rozumiejąc się nawzajem. Tak niestety działa ludzki umysł. Jest nim albo w nim olbrzymie mitote, z powodu którego nie możesz zobaczyć, kim naprawdę jesteś. W Indiach mitote określa się terminem maja, co oznacza "iluzję". Jest to model wszystkiego, co składa się na pojęcie "Ja" albo "Kim jestem". Wszelkie przechowywane w głowie przekonania na temat siebie i świata, wszelkie idee, wprowadzone do naszej głowy niczym oprogramowanie do komputera, stanowią mitote. I przez tę mgłę nie możemy zobaczyć, kim naprawdę jesteśmy, nie możemy dostrzec, że nie jesteśmy wolni.
Oto dlaczego ludzie opierają się życiu. Być żywym - to największa obawa, jaka dręczy ludzi. Śmierć wcale nie jest najwiekszym lękiem, jaki nas prześladuje. Największym lękiem jest podjęcie ryzyka, by żyć. I by wyrazić, kim naprawdę jesteśmy. Być sobą, to największy człowieczy lęk. Nauczyliśmy się żyć tak, aby sprostać cudzym wymaganiom. Nauczyliśmy się żyć zgodnie z poglądami innych ludzi z powodu lęku, że nas nie zaakceptują, że nie będziemy dla nich wystarczająco dobrzy.
Don Miguel Ruiz, Cztery Umowy, s. 30.
czwartek, 1 marca 2012
a życie
Życie jest proste. Wszystko przydarza się dla ciebie, a nie tobie. Wszystko dzieje się we właściwym momencie, ani za wcześnie, ani za późno. Nie musi ci się to podobać - ale jest łatwiej, jeśli tak jest. (...) Sprzeciwianie się rzeczywistości jest bolesne, ponieważ sprzeciwiając się jej, sprzeciwiasz się samemu sobie.
K. Byron, Thousand names for joy, s. 261.
Nie bądź ostrożny
Bycie obecnym oznacza życie bez kontrolowania oraz zaspokojenie potrzeb. Dla osób, które są zmęczone cierpieniem, nie ma nic gorszego niż kontrolowanie tego, czego nie da się kontrolować. Jeśli pragniesz prawdziwej kontroli, porzuć iluzję kontroli. Pozwól, by życie ciebie żyło. I tak to robi. Ty jedynie snujesz opowieść o tym, jak tego nie robi, a to jest opowieść, która nigdy nie może być prawdziwa. Nie zrobiłeś deszczu ani słońca, ani księżyca. Nie masz kontroli nad swoimi płucami czy sercem, wzrokiem albo oddechem. W jednej chwili dobrze się czujesz i jesteś zdrowy, a w następnej już nie. Kiedy starasz się zapewnić sobie bezpieczeństwo, żyjesz bardzo, bardzo ostrożnie i możesz skończyć, nie mając żadnego życia. Wszystko jest pożywieniem. Lubię mówić: "Nie bądź ostrożny; mógłbyś sobie zrobić krzywdę".
Katie Byron, Thousand names for joy, s. 255.
piątek, 3 lutego 2012
niedziela, 22 stycznia 2012
dusza odpoczywa
Na każdego dojrzałego mężczyznę i na każdą kobietę przychodzi chwila, kiedy zaczynają odczuwać nieznośne zmęczenie sobą i swoim życiem, coś na kształt odium professionis odczuwanego przez żyjących w klasztorach mnichów. Mięśnie naszej duszy słabną, zaczyna ona szukać jakiegoś oparcia na zewnątrz, jak gdyby chciała pozbyć się samej siebie niczym gniotącego ciężaru. Nie ma jednak rady, trzeba iść naprzód, trzeba dalej być tym, kim się jest... Ależ nie, jest jednak środek zaradczy, tylko jeden sposób na to, by dusza znalazła wytchnienie: gorąca i namiętna miłość do innej duszy. Kobiety wiedzą lepiej od mężczyzn, jaki to wspaniały odpoczynek dać się unieść i porwać przez inną osobowość. Tu także plastyczny obraz uniesienia, porwania jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem tajemnej rzeczywistości psychologicznej. W porwaniu nimfa galopuje na grzbiecie centaura; jej delikatne nóżki nie dotykają ziemi, niesie ją kto inny. Podobnie postępuje dusza zakochana - w magiczny sposób przerzuca swój środek ciężkości do innej duszy sama jednak nie przestając być duszą. I tak dusza odpoczywa. Sama istota odśrodkowości zostaje zatem w jednym punkcie skorygowana: istnieje teraz co najmniej jeden byt, którego ośrodek centralny zbieżny jest z naszym. Czymże jest miłość jak nie przeniesieniem na kogoś innego centralnego ośrodka naszej duszy i zlanie się w jedno naszych punktów widzenia, naszego postrzegania?
Jose Ortega y Gasset, Dehumanizacja sztuki i inne eseje, s. 203
Subskrybuj:
Posty (Atom)










