czwartek, 8 września 2011
fazy przemian/okresy spoczynku
...Po siódme , upraszczaj swoje życie duchowe. Całe moje ziemskie studiowanie dotyczące nieba prowadziło mnie do wniosku, że Boska rzeczywistość nie jest skomplikowana. A zatem nie powinna być również skomplikowana nasza osobista teologia. Wierz tylko w to, co niebo uznało za istotne. Na przykład:
* Każdą sytuację można natychmiast zmienić, a chorobę wyleczyć. Boga nie ograniczają czas, przestrzeń i materia, obowiązujące człowieka.
* Bądź konsekwentny: żyj według zasad, w które wierzysz.
* Wszystko stale się zmienia. Każda żywa istota przechodzi fazy trudnych przemian i okresy spoczynku. Włącz się w nurt zmian, zamiast je powstrzymywać.
* Nigdy nie szukaj szczęścia w drugim człowieku - szczęście to wewnętrzna, osobista postawa i odpowiedzialność.
* Życie jest w istocie procesem uczenia się. W każdej sytuacji, problemie i związku uczuciowym zawarta jest lekcja, której warto się nauczyć samemu lub przekazać ją innym.
* Żyj chwilą teraźniejszą i ucz się wybaczać ludziom.
C. Myss, Anatomia duszy, s.86.
środa, 7 września 2011
sygnały niemocy
Prawdę mówiąc, zdajemy sobie sprawę ze swych osobistych potrzeb dopiero wtedy, gdy już jesteśmy uwikłani w określony układ.
Julie przyszła na moje warsztaty, bo chorowała na nowotwór piersi i jajników. Jej małżeństwo od kilku lat nie funkcjonowało dobrze. Chciała wyleczyć się z raka, ale żyła z mężczyzną, który traktował ją z ogromną pogardą, co zaczęło się już dwa lata po ślubie. Chociaż była bardzo atrakcyjną kobietą, bez przerwy jej powtarzał, że mdli go na sam jej widok. Starając się zdobyć jego względy odchudzała się i ciągle ćwiczyła.(...)
Pożycie intymne ustało po dwóch latach małżeństwa. Nieudane próby Julie, by ożywić tę sferę, powodowały dalsze upokorzenia. Gdy stwierdzono u niej raka, mąż odmówił spania z nią w jednym łóżku. W reakcji na takie odtrącenie Julie zaczęła sypiać na podłodze pod drzwiami sypialni. Każdego dnia w drodze do łazienki mąż musiał dosłownie nad nią przechodzić i nieraz spluwał, kiedy prosiła go o pomoc.
Na moje pytanie, dlaczego od niego nie odeszła, powiedziała, że nigdy nie umiała zadbać o siebie w sensie emocjonalnym ani finansowym, a teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje kogoś, kto się o nią zatroszczy.(...)
Patrząc na to z energetycznego punktu widzenia, znamienne jest, że Julie rozwinęła raka w narządach kobiecych; najpierw w jajnikach, potem piersiach. Choroba w symboliczny sposób odzwierciedliła jej poczucie, że została odrzucona jako kobieta. Nasze narządy płciowe zawierają energię naszej biografii, zwłaszcza naszych związków z innymi ludźmi oraz otoczeniem. Julie nie mogła uważać siebie za kogoś, kto ma wewnętrzną siłę, ponieważ za źródło swego bezpieczeństwa uznawała męża; jej układ biologiczny wciąż otrzymywał "sygnały niemocy". Po roku Julie zmarła.
Caroline Myss, Anatomia duszy, ss.77-78.
czwartek, 25 sierpnia 2011
kim jesteś
Kiedy już oddasz się miłości, tracisz cały swój świat takim, jakim go postrzegałeś. Miłość nie pozostawia nic oprócz samej siebie. Jest całkowicie zachłanna; musi mieć wszystko; nie zostawi nawet cienia samej siebie. Wszystko inne odpada, a ty jesteś jak drzewo, które tak pięknie traci liście jesienią. Nasze cierpienie polega na zaprzeczaniu miłości. (...)
Głos we mnie jest tym co poślubiłam. Wszystkie inne małżeństwa to metafora tego małżeństwa. Kiedy podejmuję zobowiązanie, jest to zobowiązanie wobec mojej własnej prawdy i nie ma żadnego "wyżej" albo "niżej". "Czy bierzesz sobie tego mężczyznę za męża?" "Tak. I mogę zmienić zdanie". To uczciwy układ. Jestem poślubiona wyłącznie Bogu - rzeczywistości. I w tym jest moje zobowiązanie. Nie może ono dotyczyć żadnej konkretnej osoby. A mój mąż nie chciałby, aby było inaczej.
Jeśli nie poślubisz prawdy, to nie jest prawdziwe małżeństwo. Wyjdź za siebie, a wyjdziesz za nas. My jesteśmy tobą. To kosmiczny żart.
Byron Katie, Radość każdego dnia, ss. 98-99.
jestem miłością
Człowiek, który myśli: "Powinienem kochać samego siebie", nie ma pojęcia o miłości. Miłość jest tym, czym już jesteśmy. Przekonanie, że powinniśmy kochać siebie, gdy tego nie czynimy, jest samooszukiwaniem. Czy odwrócenie tej myśli nie jest bardziej prawdziwe? "Nie powinienem kochać siebie". Skąd wiesz, że nie powinieneś kochać siebie? Ponieważ nie darzysz siebie miłością! W tej chwili tak właśnie jest. Prawda nie przejmuje się zbytnio różnymi koncepcjami duchowości. "Powinienem kochać siebie". Gdzie? Na jakiej planecie? Miłość nie jest działaniem. Jest czymś, co się ma lub nie. Kiedy zakwestionujesz własne myśli, odkryjesz, że jedyną rzeczą, która powstrzymuje cię od stania się miłością, są stresujące myśli.
B. Katie, Kłamstwa o miłości, s. 257.
wolność
Myśl, że inni ludzie powinni być kim innym, niż są,
przypomina mówienie, że drzewo powinno być niebem.
Rozmyślałam nad tym i odnalazłam wolność.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, s. 161.
- bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form -
"Powinien współżyć wylącznie z tobą". Czy to prawda? Jaka jest rzeczywistość? Nie robi tego. Sypia z innymi kobietami. nie jest to zgodne z naszą moralnością, normami społecznymi, lecz taka jest rzeczywistość. To bezczelne kłamstwo twierdzić, że powinien sypiać wyłącznie z tobą, jeśli tego nie czyni. Co przeżywasz, gdy dajesz wiarę myśli, że mąż nie powinien sypiać z innymi kobietami?
Nienawidzę go.
Jakie doznania to w tobie rodzi?
Czuję się okropnie. Pragnę umrzeć.
W jaki sposób go traktujesz, gdy dajesz wiarę myśli, że powinien być ci wierny?
Wściekam się na niego. Odsuwam się. Zamykam przed nim swoje serce.
Czy to bardzo bolesne?
Okropnie.
(...)
Kim mogłabyś być w jego obecności, gdybyś nie dawała wiary myśli, że powinien zrezygnować z kontakktów z innymi kobietami? Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Spójrz mu w oczy bez przeżywania myśli, że powinien wybrać tylko ciebie. Czy potrafisz to sobie wyobrazić?
Tak. Jest piękny. Wygląda na szczęśliwego.
Na tym polega bezwarunkowa miłość. Taka naprawdę jesteś. A teraz odwróć pierwotną myśl.
(...)
Gniewam się na siebie, ponieważ wybrałam go jako swojego jedynego partnera. To ma sens.
Zgadzam się. Jeśli pragniesz monogamicznego związku, możesz powiedzieć: "Mój drogi, kocham cię takim, jakim jesteś. Kocham to, że pożądasz inne kobiety. Pragnę spełnienia twoich pragnień, dlatego muszę cię opuścić. Jestem zwolenniczką monogamicznego związku i chcę mieć monogamicznego partnera". Nadal uważasz go za swojego jedynego - tego którego kochasz - teraz jednak zwyczajnie z nim nie mieszkasz. Niezależnie od tego, czy z nim zostaniesz, czy odejdziesz, nie będziesz musiała zamykać swojego serca. Wówczas będziesz mogła dostrzec inną osobę obok ciebie i uznać ją za jedyną, akceptując ją dokładnie taką, jaka jest. Bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, ss. 149-152.
Nienawidzę go.
Jakie doznania to w tobie rodzi?
Czuję się okropnie. Pragnę umrzeć.
W jaki sposób go traktujesz, gdy dajesz wiarę myśli, że powinien być ci wierny?
Wściekam się na niego. Odsuwam się. Zamykam przed nim swoje serce.
Czy to bardzo bolesne?
Okropnie.
(...)
Kim mogłabyś być w jego obecności, gdybyś nie dawała wiary myśli, że powinien zrezygnować z kontakktów z innymi kobietami? Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Spójrz mu w oczy bez przeżywania myśli, że powinien wybrać tylko ciebie. Czy potrafisz to sobie wyobrazić?
Tak. Jest piękny. Wygląda na szczęśliwego.
Na tym polega bezwarunkowa miłość. Taka naprawdę jesteś. A teraz odwróć pierwotną myśl.
(...)
Gniewam się na siebie, ponieważ wybrałam go jako swojego jedynego partnera. To ma sens.
Zgadzam się. Jeśli pragniesz monogamicznego związku, możesz powiedzieć: "Mój drogi, kocham cię takim, jakim jesteś. Kocham to, że pożądasz inne kobiety. Pragnę spełnienia twoich pragnień, dlatego muszę cię opuścić. Jestem zwolenniczką monogamicznego związku i chcę mieć monogamicznego partnera". Nadal uważasz go za swojego jedynego - tego którego kochasz - teraz jednak zwyczajnie z nim nie mieszkasz. Niezależnie od tego, czy z nim zostaniesz, czy odejdziesz, nie będziesz musiała zamykać swojego serca. Wówczas będziesz mogła dostrzec inną osobę obok ciebie i uznać ją za jedyną, akceptując ją dokładnie taką, jaka jest. Bezwarunkowa miłość nie dyktuje zewnętrznych form.
Byron Katie, Kłamstwa o miłości, ss. 149-152.
piątek, 5 sierpnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
biografia staje się biologią
"Czasem trzeba ogromnego wysiłku, aby zmienić nastawienie umysłu, tak by pozwolić sobie na odzyskanie zdrowia. (...) Zaakceptowanie idei, że każda cząstka twojego życia - począwszy od wydarzeń na poziomie fizycznym, a kończąc na każdej postawie, opinii i przekonaniu, jakie w sobie nosisz - wywiera wpływ na twą strukturę biologiczną, to jednak tylko część procesu uzdrawiania. Musisz tę prawdę przenieść z poziomu mentalnego na fizyczny, do swojego ciała, tak abyś poczuł je każdą komórką i całkowicie w nią uwierzył.
(...) Energia jest siłą, a gdy wysyłasz ją w przeszłość, rozpamiętując bolesne wydarzenia, wówczas odbierasz siłę swojemu teraźniejszemu ciału i może to prowadzić do choroby."
Caroline Myss, Anatomia duszy. Siedem poziomów siły i uzdrawiania
..?..
"Z racji swojej fizycznej natury kobiety są seksualnie introwertywne, "wtulają" swoją kobiecość."...
Ch. i C. Muir, Tantra
czwartek, 21 lipca 2011
la vie, l'amour. . .
La vie, la vie ça se trouve
Dans l'amour.
L'amour, l'amour ça se perd
Dans la vie.
La vie, la vie ça se donne
Par l'amour.
L'amour, l'amour ça se prend
Par envie.
La vie, la vie ça rêve
A l'amour.
L'amour, l'amour s'éveille
A la vie,
Car la vie, mais c'est l'amour.
Oui la vie, c'est l'amour
Et l'amour, c'est la vie.
Pas de vie, sans amour.
Pas d'amour, sans la vie.
Notre vie pour l'amour,
Notre amour pour la vie.
Mon amour, tu es ma vie.
La vie, la vie ça chante
Dans l'amour.L'amour, l'amour ça crie
Dans la vie.
La vie, la vie nous donne
Tout l'amour.
L'amour, l'amour nous prend
Toute la vie.
La vie, la vie ça meurt
Pour l'amour.
L'amour, l'amour ça vit
Pour la vie.
C'est l'amour
Et c'est la vie...
środa, 15 czerwca 2011
zadusić, powiesić
"Szedłem za nimi, nie zauważyli mnie. Ona szła trochę z boku i nie byłoby trudno zbliżyć się do niej. Zbliżyłbym się, oczywiście, w charakterze duszącego i wieszającego. Nie byłoby trudno odciągnąć ją na bok (bo my już byliśmy w sobie zakochani, ona też mnie kochała, któż mógł wątpić, jeśli ja chciałem ją zabić, to ona musiała mnie kochać), a wtedy będzie można i zadusić i powiesić. Zaczynałem rozumieć, jak to jest, gdy się jest mordercą. Morduje się, gdy morderstwo staje się łatwe, gdy nie ma nic lepszego do zrobienia. Wykańczają się po prostu inne możliwości. Wróbel wisi, patyk wisi, Ludwik wisi, ja ją wieszam jak kota powiesiłem. Mógłbym, naturalnie, nie wieszać, ale... taki zawód sprawiać? Takie pomieszanie szyków? Po tylu zachodach, kombinacjach, wieszanie wyłoniło się w pełni i ja je z ustami złączyłem - miałbym teraz skrewić, nie wieszać?
Wykluczone.
W. Gombrowicz, Kosmos, s. 149.
wtorek, 7 czerwca 2011
zanik, rozpad, koniec
"Dom przed nami wydawał się już nieźle nadgryziony zmierzchem, w samej materii swojej, nadwątlonej... i kotlina była jak kielich fałszywy, bukiet trujący, wypełniona niemocą, niebo zanikało, zaciągały się i zasnuwały kotary, wzrastał opór, rzeczy nie chciały się udzielać, właziły do nory, zanik, rozpad, koniec - choć jeszcze było dość widno - ale dawało się we znaki zjadliwe rozprzężenie samego widzenia. Uśmiechnąłem się, bo pomyślałem, że ciemność bywa dogodna, w niewidzeniu można zbliżyć się, podejść, dotknąć, ująć, objąć i kochać się do obłąkania, ale cóż, nie chciało mi się, nic mi się nie chciało, ja miałem egzemę, byłem chory, nic, nic, napluć tylko, napluć jej w usta i nic.
Mnie się nie chciało.
W. Gombrowicz, Kosmos, s. 126.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)




