poniedziałek, 7 czerwca 2010

* * *


by M.S. & Annaesthesis, 2010

mdłości


..."A co to były za schody? Do dziś pojęcia nie mam, ale widać tak trzeba. Wszystko na tym świecie odbywa się powoli i niesłusznie, żeby czlowiek nie popadł w pychę, żeby był smutny i nieswój.
(...)
I poszedłem w prawo, nieco chwiejnie z racji zimna i smutku. Tak jest: zimna i smutku. Ach, ten poranny, serdeczny ciężar! To majaczenie złego losu! I jego nieuchronność! Czego w tym nie nazwanym przez nikogo ciężarze - czego więcej: paraliżu czy mdłości, wyczerpania nerwowego czy śmiertelnej chandry spod samego serca? A jeśli wszystkiego po równo, to czego mimo wszystko jest w tym wszystkim więcej: osłupienia czy rozedrgania?
Nic to, nic - powiedziałem sobie - zasłoń się od wiatru i pomalutku idź. I oddychaj z rzadka. Jak najrzadziej."

Wieniedikt Jerofiejew, Moskwa - Pietuszki

piątek, 4 czerwca 2010

* * *


Przesłuchanie Markizy de Brinvillier, tortura wodna

wtorek, 1 czerwca 2010

o, żyć zawsze i zawsze umierać


O, żyć zawsze i zawsze umierać!
O, pogrzeby mnie dawnego i teraźniejszego,
O, ja kroczący naprzód, materialny, widzialny, władczy jak zawsze,
O, ja i to, czym byłem latami, teraz umarły. (Nie płaczcie po mnie, bo jestem zadowolony.)
O, uwolnić się od tych zwłok mnie samego, na które odwracając się patrzętam, gdzie je rzuciłem,
Iść dalej (O, żyć zawsze!) i zostawić zwłoki za sobą.


[W. Whitman, przekład: Czesław Miłosz]

- - -


Midsummer Marriage, by Rafał Olbiński

* * *

1

I wander all night in my vision,
Stepping with light feet, swiftly and noiselessly stepping and stopping,
Bending with open eyes over the shut eyes of sleepers,
Wandering and confused, lost to myself, ill-assorted, contradictory,
Pausing, gazing, bending, and stopping.

How solemn they look there, stretch'd and still,
How quiet they breathe, the little children in their cradles.

The wretched features of ennuyes, the white features of corpses, the
livid faces of drunkards, the sick-gray faces of onanists,
The gash'd bodies on battle-fields, the insane in their
strong-door'd rooms, the sacred idiots, the new-born emerging
from gates, and the dying emerging from gates,
The night pervades them and infolds them.

The married couple sleep calmly in their bed, he with his palm on
the hip of the wife, and she with her palm on the hip of the husband,
The sisters sleep lovingly side by side in their bed,
The men sleep lovingly side by side in theirs,
And the mother sleeps with her little child carefully wrapt.

The blind sleep, and the deaf and dumb sleep,
The prisoner sleeps well in the prison, the runaway son sleeps,
The murderer that is to be hung next day, how does he sleep?
And the murder'd person, how does he sleep?

The female that loves unrequited sleeps,
And the male that loves unrequited sleeps,
The head of the money-maker that plotted all day sleeps,
And the enraged and treacherous dispositions, all, all sleep.

[W. Whitman]

- - -


by Jan Saudek

...

I stand in the dark with drooping eyes by the worst-suffering and
the most restless,
I pass my hands soothingly to and fro a few inches from them,
The restless sink in their beds, they fitfully sleep.

Now I pierce the darkness, new beings appear,
The earth recedes from me into the night,
I saw that it was beautiful, and I see that what is not the earth is
beautiful.

I go from bedside to bedside, I sleep close with the other sleepers
each in turn,
I dream in my dream all the dreams of the other dreamers,
And I become the other dreamers.

I am a dance--play up there! the fit is whirling me fast!

I am the ever-laughing--it is new moon and twilight,
I see the hiding of douceurs, I see nimble ghosts whichever way look,
Cache and cache again deep in the ground and sea, and where it is
neither ground nor sea.
(...)
I am she who adorn'd herself and folded her hair expectantly,
My truant lover has come, and it is dark.

Double yourself and receive me darkness,
Receive me and my lover too, he will not let me go without him.

I roll myself upon you as upon a bed, I resign myself to the dusk.

He whom I call answers me and takes the place of my lover,
He rises with me silently from the bed.

Darkness, you are gentler than my lover, his flesh was sweaty and panting,
I feel the hot moisture yet that he left me.

My hands are spread forth, I pass them in all directions,
I would sound up the shadowy shore to which you are journeying.

Be careful darkness! already what was it touch'd me?
I thought my lover had gone, else darkness and he are one,
I hear the heart-beat, I follow, I fade away.

[The Sleepers, Walt Whitman]

* * *


Kismet And Mirror
by Bill Brandt, 1958

wtorek, 25 maja 2010

* * *

11

LITANIA

Nigdy się nie spełniamy.
Jesteśmy dwiema otchłaniami - studnią wpatrzoną w niebo.





Pessoa, Księga niepokoju

- - -


by Annaesthesis, 2010

estetyczna kontemplacja życia

1

"(...) Cóż mnie i tym kilku mi podobnym, którzy żyją, nie umiejąc żyć, pozostaje innego niż wyrzeczenie jako metoda i kontemplacja jako przeznaczenie? Ponieważ nie wiemy, czym jest życie religijne, i nie możemy tego wiedzieć, bo wiary nie osiąga się rozumem; ponieważ nie możemy uwierzyć w abstrakcyjne pojęcie człowieka i nie wiemy, co można by z czymś takim począć, jedynym motywem posiadania duszy pozostaje dla nas estetyczna kontemplacja życia. Dlatego też, obcy wobec doniosłości wszelkich światów, obojętni wobec tego, co boskie, i wzgardliwi wobec tego, co ludzkie, oddajemy się jałowemu odczuwaniu, kultywowanemu w wysublimowanym epikureizmie, bo akurat taki właśnie odpowiada neuronom naszego mózgu.
(...) Pewne jest, że nie przypisujemy żadnej wartości temu, co robimy. Pewne jest, że robimy to, aby zająć czymś myśli - jednak nie tak jak więzień, który plecie słomę, aby zająć myśli czymś innym niż Przeznaczenie, tylko jak dziewczyna, która wyszywa poduszki, aby w ogóle czymkolwiek zająć myśli - i nic ponadto."


Fernando Pessoa, Księga niepokoju

materie


Act Under Wet Silk
by Erwin Blumenfeld, 1937
Ashley Roland
by L. Greenfield

niedziela, 23 maja 2010

Czekałam.


"Poszłam poszukać kawałka trawy bez żwiru. Chciałam upasć na plecy, żeby nie podrapać sobie twarzy. Chciałam ostygnąć w cieniu i być piękną zmarłą.

Na pewno ubiorą mnie w sliczną białą sukienkę, kiedy umrę.
Było samo południe a smierć nie przychodziła.
(...) Lato przetaczało po mnie swój ciężki kwiatowy zapach z wysokiej trawy. Dzikie kwiaty traw wpełzały mi pod skórę. Poszłam nad rzekę i umyłam się pod pachami. Wysokie zielsko wyrosło z mojej skóry. Byłam pięknym, bagiennym krajobrazem.
Położyłam się w wysokiej trawie i zaczęłam wsiąkać w ziemię. Czekałam, aż przyjdą po mnie przez rzekę wielkie wierzby, aż ich gałęzie będą we mnie uderzać, a liscie opadać we mnie. Czekałam, aż powiedzą: jestes najpiękniejszym bagnem swiata, wszystkie przyszłysmy do ciebie. Przyniosłysmy ze sobą nasze wielkie, smukłe ptaki wodne, one będą trzepotać w tobie i krzyczeć w głąb ciebie. A tobie nie wolno płakać, ponieważ bagna muszą być dzielne, i musisz zniesć wszystko, skoro się z nami zadałas."

H. Muller, Niziny, ss. 86-87.

* * *


Untitled, 2006
by E. Fischl

czekamy na ich krzyk


"Liliowe kwiaty przy płotach, slaz ze swoimi zielonymi owocami między mlecznymi zębami dzieci.

Dziadek, który mawiał, że od slazu człowiek głupieje, nie wolno go jesć. Chyba nie chcesz zgłupieć. (...)
Kwiaty akacji na wiejskich drogach. Zasnieżona wies z rojami pszczół w dolinie. Jadłam kwiaty akacji. Miały w srodku słodką trąbkę. Rozgryzłam ją i trzymałam długo w buzi. Ledwo przełknęłam, już podnosiłam do ust następny kwiat. We wsi było nieskończenie dużo kwiatów, nie dało się wszystkich zjesć. Wielkie drzewa kwitły co roku.
Nie wolno jesć kwiatów akacji, mówił dziadek, siedzą w nich małe czarne muchy, i kiedy wlezą ci do gardła, stracisz mowę. Chyba nie chcesz być niema. (...)
Polujemy na bielinki. Mają kruche żyłki w skrzydłach. Nadziewamy je na szpilkę i czekamy na ich krzyk, ale one nie mają w ciele kosci, są lekkie i potrafią tylko latać. To nie wystarcza, kiedy wszędzie jest lato.
Długo trzepoczą na szpilce, zanim zamienią się w zwłoki.
W szwabskim dialekcie zwierzęce zwłoki nazywa się scierwem. Motyl nie może być scierwem. Nie gnije, rozpada się zaraz po smierci."

H. Muller, Niziny, ss. 19-21.

czwartek, 20 maja 2010

- - -


Girl On A Drawing Table, 1978

Bathroom 3: Father And Daughter By Tub
by E. Fischl, 1978

blakną i siwieją


"Na ścianach wiszą zdjęcia ślubne. Kobiety noszą ciężkie wieńce na płaskich bluzkach i we włosach. Mają piękne, szczupłe dłonie splecione na brzuchach i smutne młode twarze. Na sąsiednich zdjęciach trzymają za rękę dzieci, i widać, jak pod bluzkami zaokrągliły się im piersi, za nimi stoi wóz, na którym piętrzy się siano.

Gdy tak robią na drutach, z ich bród wyrastają cienkie włosy, które z czasem blakną i siwieją, a czasem jakiś zabłąka się w skarpetce.
Z wiekiem rosną im wąsy, a z dziurek od nosa i brodawek zaczynają sterczeć włosy. Całe robią się owłosione i tracą piersi. A kiedy już się zestarzeją, to przypominają mężczyzn, i wtedy decydują się umrzeć."


H. Muller, Niziny, s. 38.

* * *


Girl sitting, D. Arbus

Carmen, Rodin's Model For a Kiss, by Erwin Blumenfeld

kobiety


"Gdzieniegdzie sypią się napisy. Litery i cyfry wpadają w pory roku, siedzące jak chude dzięcioły na płotach i zdziobujące krzątaninę kobiet, które podczas dnia zawsze są same i zaplątują się w ciemne fałdy spódnic. W milczeniu wchodzą i wychodzą z domów, a za ich plecami drzwi opierają się, skrzypiąc, o pokoje. (...)

Wiatr niesie przez ulice chude kobiety w długich fartuchach.
W puste przedpołudnia idą do sklepu w fałdzistych siodłach swoich bluzek i kościstym kartonie chustek na głowę, sterczących spiczasto nad czołami, i kupują drożdże lub pudełko zapałek.
Ciasto, które zagniatają, nadyma się jak potwór i pełza po domu, szalone, pijane od drożdży.
Stare kobiety siorbią przy śniadaniu i połykają kożuch z mleka, i żują mokry chleb z cukrem, i mają jeszcze po nocy ropę w kącikach oczu. W południe zbierają siły, żując okrągłe białe kluski.
W zimowe popołudnia siedzą przy oknach, dziergają i same siebie wplatają w skarpetki z drapiącej wełny. Skarpetki wydłużają się nieustannie, aż są tak długie jak zima, mają pięty i palce, jakby potrafiły same chodzić."

Herta Muller, Niziny, ss. 36-37.

wtorek, 11 maja 2010

w glorii i poniżeniu.


Maureen Fleming
by L. Greenfield

Daisuke Yoshimoto
by E. Zięba

Gdzie mieszkają demony...


boję się czarnych pustych nocy gdy

zanurzone w nicości
nie śnią się nawet
rozdrażnione potwory
i tylko pot wytoczony
z naszego ciała stygnący w porach skóry
świadczy o rozkładzie owocu
i dziejących się sprawach
w napowietrznym istnieniu -
to przychodzi rano
gdy puste otwory godzin
wypełnia drżący niepokój
że coraz więcej zdarzeń już w śnie
nie powraca - co to oznacza
dla naszych dni spędzanych na jawie:
może demony zmieniły miejsce pobytu...

[Lech Sadowski]

poniedziałek, 10 maja 2010

- - -


Antoine Depardon, 1970
by Roland Depardon

- Boję się być sam -


zostałem samotnie w pokoju

wstawionym ścianami między ciszę
z opróżnionej szklanki
wylewa się milczenie
a przecież słyszę
spada kropla
za kroplą
kropla

dlaczego nic nie mówią
w portretach twarze
zwykłych dróg głosek usta nie kreślą
tylko
dziwność uśmiechów
wisząca w parze z pozą
czystą
martwą
dlatego że bez grzechu?

dosyć pustot wewnątrz gdzie pragnienie
wiatru - zabierać cię będzie
wracać
wywierać równo ciemność
jak światło

Lech Sadowski, 1955-1984
I tom serii Poeci zapomniani
copyright by IPN, 2010

czwartek, 6 maja 2010

- - -


Dancing Figures, 2001-02


Agora, 2005-06
by Magdalena Abakanowicz

self-unfinished


Self Unfinished, Xavier Le Roy, 1998

- - -


Le Jeux De La Popee, Hans Bellmer, 1949


Untitled, Hans Breder, 1971

holo-thuro-idea


"Strzykwy (Holothuroidea) - gromada morskich zwierząt zaliczanych do szkarłupni; w razie zagrożenia potrafią wystrzykiwać (stąd polska nazwa) przez odbyt swoje nitkowate i pokryte lepką trucizną narządy wewnętrzne - tzw. organy Cuviera - które potem regenerują."

- Autonomia -




pamięci Haliny Poświatowskiej

W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje:
jedną siebie oddaje na pożaarcie światu,
drugą sobą ucieka.

Rozpada się gwałtownie na zgubę i ratunek,
na grzywnę i nagrodę, na co było i będzie.

W połowie ciała strzykwy roztwiera się przepaść
o dwóch natychmiast obcych sobie brzegach.

Na jednym brzegu śmierć, na drugim życie.
Tu rozpacz, tam otucha.

Jeśli istnieje waga, szale się nie chwieją.
Jeśli jest sprawiedliwość, oto ona:

Umrzeć ile konieczne, nie przebrawszy miary.
Odrosnąć ile trzeba z ocalonej reszty.

Potrafimy się dzielić, och prawda, my także.
Ale tylko na ciało i urwany szept.
Na ciało i poezję.

Po jednej stronie gardło, śmiech po drugiej
lekki, szybko milknący.

Tu ciężkie serce, tam non omnis moriar.
trzy tylko słówka jak trzy piórka wzlotu.

Przepaść nas nie przecina.
Przepaść nas otacza.

[Anna Achmatowa]

środa, 5 maja 2010

- - -


Self Portrait with Skull, 2004
(Marina Abramowic)
by William McKay

bezbrzeżna, rozpaczliwa


"...zwierzęciu, małpie, której zmysłowość bywa nieokiełznana, obcy jest erotyzm. Obcy w tej mierze, w jakiej brakuje jej świadomości śmierci. Z kolei właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi, że żyjemy w ponurej perspektywie śmierci, znamy też bezbrzeżną przemoc, rozpaczliwą przemoc erotyzmu. To prawda: w granicach użytecznego rozumu dostrzegamy praktyczne znaczenie i konieczność seksualnego chaosu. Czy jednak ci, którzy jego końcową fazę określili mianem „małej śmierci”, nie uchwycili trafnie jego żałobnego sensu?"...



G. Bataille, Łzy Erosa

- - -


La deuil de Salome, 1961
by E. Labisse

petite mort

"Bez wątpienia trudno jasno i wyraźnie dostrzec jedność śmierci – czy też świadomości śmierci – i erotyzmu.
Rozjątrzonego pragnienia właściwie nie sposób przeciwstawić życiu, którego jest owocem. Erotyczna chwila stanowi wręcz szczyt tego życia, które objawia się z największą siłą i intensywnością w momencie, gdy dwie istoty przyciągają się, spółkują i uwieczniają. Chodzi o życie, o jego reprodukcję, lecz w reprodukcji życie występuje z brzegów i osiąga stan skrajnego upojenia. Te złączone, splecione, omdlałe ciała pogrążone w otchłani rozkoszy są przeciwieństwem śmierci, która kiedyś skaże je na milczący rozkład.
Z pozoru bowiem i w powszechnym mniemaniu erotyzm związany jest z narodzinami, z rozmnażaniem, które nieustannie nadrabia spustoszenia, jakie czyni śmierć."
G. Bataille, Łzy Erosa

- - -


Hans Bellmer


Daisuke Yoshimoto - Body Form Movement - International Maat Festival
2009

łzy Erosa



..."Prawdę mówiąc, uczucie skrępowania wobec aktywności seksualnej przynajmniej w jednym aspekcie przypomina skrępowanie wobec śmierci i zmarłych. W obu wypadkach wstrząsa nami „gwałtowne” poczucie w y o b c o w a n i a: za każdym razem to, co się dzieje, jest o b c e zastanemu porządkowi rzeczy, za każdym razem gwałtownie burzonemu. Jest w śmierci jakaś niestosowność, bez wątpienia różna od nieprzyzwoitości cechującej aktywność seksualną. Śmierć łączy się ze łzami, a seksualne pożądanie wiąże się czasem ze śmiechem. Wbrew pozorom jednak śmiech nie jest przeciwieństwem łez – źródło śmiechu i źródło łez zawsze cechuje pewna gwałtowność, zerwanie z regularnym, zwykłym biegiem rzeczy. Łzy wiążą się przeważnie z nieoczekiwanym, przykrym wydarzeniem, lecz szczęśliwe i nieoczekiwane rozwiązanie wzrusza nas czasem tak bardzo, że płaczemy. Seksualny chaos, rzecz jasna, nie wyciska z nas łez, lecz zawsze rozstraja, czasem zbija z tropu i –
jedno z dwojga – rodzi śmiech albo pogrąża w gwałtownym uścisku…"


George Bataille, Łzy Erosa

wtorek, 4 maja 2010

* * *


Vestita di Bianco (Dressed in White), 1976
by Torgeir Wethal

Życie Bez Reguły


Jeśli ktoś codziennie przez pół dnia spaceruje po lasach z miłości do nich, grozi mu, że będzie uważany za próżniaka; ale jeśli spędza całe dnie jako spekulant, wycinając te lasy i przedwcześnie ogołacając ziemię, jest poważany jako pracowity i przedsiębiorczy obywatel. Jak gdyby miasto miało jedynie w tym interes, żeby swoje lasy wykarczować!

Mogę przewidzieć, że gdyby moje potrzeby bardzo wzrosły, praca konieczna do tego, by je zaspokoić, stałaby się mozołem. Gdybym sprzedawał społeczeństwu zarówno swoje poranki, jak i popołudnia, jak większość wydaje się robić, jestem pewien, że dla mnie nie było by już po co żyć. … Nie ma bardziej fatalnego błędu niż to, że ktoś zużywa większość swojego życia na zarabianie na życie.
H. D. Thoreau, Life without Principle

- - -


Maureen Fleming
by Lois Greenfield

niedziela, 2 maja 2010

ludzie mozolą się...


Ludzie mozolą się w błędnym przekonaniu. Lepsza część człowieka zostaje wkrótce zaorana w ziemię jako kompost. Podporządkowani pozornemu losowi, zwykle nazywanemu koniecznością, pracują, jak mówi stara księga, gromadząc skarby, które mól i rdza niszczą i złodzieje włamują się i kradną. Prowadzą życie głupców, o czym się przekonają u jego kresu, jeśli nie wcześniej.

W zasadzie człowiek pracujący dzień po dniu nie ma wolnego czasu na prawdziwy rozwój duchowy; nie może sobie pozwolić na utrzymywanie najbardziej ludzkich relacji z innymi; jego praca straciłaby na wartości rynkowej. Nie ma czasu na nic poza byciem maszyną. … Najsubtelniejsze cechy naszej natury, jak nalot na owocach, mogą być zachowane tylko dzięki temu, że obchodzimy się z nimi niezmiernie delikatnie. A my nie traktujemy nas samych ani siebie nawzajem tak łagodnie.

A kiedy farmer zdobędzie dom, może stać się nie bogatszy, a biedniejszy o niego i to dom będzie posiadał jego. … nasze domy są tak nieporęczną własnością, że często jesteśmy w nich raczej uwięzieni niż w nich mieszkamy…


Człowiek jest tym bogatszy, im więcej istnieje rzeczy, bez których może się obejść.


H. D. Thoreau, Walden

* * *



'Man Tänker Sitt' (Burrowing)
by Hellstrom, Wenzel
- 'I learned this, at least, by my experiment: that if one advances confidently in the direction of his dreams, and endeavors to live the life which he has imagined, he will meet with a success unexpected in common hours. … In proportion as he simplifies his life, the laws of the universe will appear less complex, and solitude will not be solitude, nor poverty poverty, nor weakness weakness .' (Thoreau)

- - -


Daisuke Yoshimoto
by E. Zięba

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

- - -


Maureen Fleming, "The Stairs" 1997
by Lois Greenfield

* * *



od pięciu lat
pożoga
jałowa
jałowa ziemia
pustka rozsadza
wnętrze
tę bańkę
z kryształu co lśni
i mieni się twoim
odbiciem
jałowa
jałowa planeta

niedziela, 18 kwietnia 2010

- - -


Portret kobiety
Olga Boznańska, 1888r.

Requiem (1908)


Nigdy umarłym nie wzbraniałem odejść,
oszołomiony ich pewnością celu,
tak rychłym ich zadomowieniem w śmierci,
ich, wbrew opinii, racją. Tylko ty,
ty wracasz; muskasz mnie dotykiem, przy mnie
krzątasz się, szukasz, o co by potrącić,
by dźwięk cię zdradził. Nie odbieraj tego,
co długo sobie przyswajałem. Słusznie;
nie warto tęsknić za tym, co wzruszało.
Tego tu nie ma; w nas się przeistacza;
odbitym światłem odrzucamy w głąb,
z bytu we wnętrze, to co poznajemy.
Sądziłem żeś daleko. Peszy mnie,
że to t y właśnie błądzisz i przychodzisz,
zmieniona bardziej niźli którakolwiek
kobieta. Że przeraził nas twój zgon,
ża zamroczonych przełamała śmierć,
rozdarłszy na dwa kęsy: odtąd-dotąd -
to nasza sprawa; zwykłą sobie pracę
podejmujemy, by przywrócić ład.
Ale że ty się sama przeraziłaś
i w zgrozie trwasz tam, gdzie się wszelka zgroza
dewaluuje; że wieczności cząstkę
trwonisz, by zajrzeć, przyjaciółko, tutaj,
gdzie nie ma jeszcze o czym rzec, że j e s t;
że pierwszy raz, w kosmosie rozproszona,
nieskończoności nie poznajesz cech
jak tu, na ziemi, pierwszej lepszej rzeczy;
że z tych obrotów w dół cię ściąga siła
jakiegoś tam głuchego niepokoju,
w czas odliczony -: to mnie nocą nieraz
niby włamywacz budzi. (...) Niech mnie widmo
wyrzutem ściga, nocą, gdy się cofam
do płuc, do trzewi, do najostatniejszej
komory serca, - nie byłby to wyrzut
okrutny jak te prośby. O co prosisz?
(...)

Rainer Maria Rilke, Pamięci przyjaciółki, 1908r.

* * *


Helena Modrzejewska jako Ofelia, 1867r.

Minęła zima.

...
Oto stoi za naszym murem,
Patrzy przez okno,
Zagląda prez kraty.
Miły mój odzywa się
I mówi do mnie:
"Powstań przyjaciółko ma,
Piękna ma, i pójdź!"
Bo oto minęła zima,
Deszcz ustał i przeszedł.
Na ziemi widać już kwiaty,
Nadszedł czas przycinanych drzew
I głos synogarlicy już słychać
W naszej krainie.
...

Pieśń nad Pieśniami
,
"Pieśń Druga" 2, 8-13

sobota, 10 kwietnia 2010

czwartek, 8 kwietnia 2010

środa, 7 kwietnia 2010

składniki życia

"Pierwszym zatem krokiem na drodze do poprawy jakości życia będzie takie zaaranżowanie codziennych zajęć, by stały się one źródłem najbardziej pozytywnych i gratyfikujących przeżyć. Brzmi to dość prosto, lecz bezwład przyzwyczajeń oraz naciski społeczne są tak silne, że wielu ludzi nie ma pojęcia, które spośród składników ich życia sprawiają im największą przyjemność, a które wzmagają tylko stres i przygnębienie."


Csikszentmihalyi, s. 67.

Fragmenty - - - z pamięci


Anna
Wenecja, 29.07.1996
by K.K.

c z a s

"Badanie strumienia świadomości, który przepływa przez nasz umysł, jest domeną fenomenologii. Przez ostatnie trzydzieści lat pracowałem nad rozwojem fenomenologii systematycznej, wykorzystującej narzędzia stosowane w naukach społecznych - zwłaszcza w psychologii i socjologii - by odpowiedzieć na pytanie: Czym jest życie? A także na pytanie bardziej praktycznej natury: Jak każdy z nas może stworzyć sobie dobre życie?
Pierwszy krok ku odpowiedzi na tego rodzaju pytania wymaga trafnego określenia sił, które nadają kształt temu, czego możemy doświadczyć.(...)
Żyć to doświadaczać - poprzez działanie, odczuwanie, myślenie. Doświadczanie rozgrywa się w czasie. To czas jest zatem podstawowym, acz rzadkim dobrem, jakim dysponujemy. Z biegiem lat to bagaż doświadczeń jednostki decyduje o jakości jej życia. Dlatego jedną z naistotniejszych decyzji, jakie każdy z nas podejmuje, jest decyzja, na co przeznaczyć i w co zainwestować dany nam czas."


M. Csikszentmihalyi, Urok codzienności, ss.16-21.

lepiej zacznijmy żyć

If we really want to live, we'd better start at once to try;
If we don't, it doesn't matter, but we'd better start to die.

[W.H. Auden]

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

* * *


Magdalena penitente
Georges de la Tour, 1630.

rozpad

"Zwrócono się kiedyś do mnie, bym zbadał wybitnego profesora literatury, którego zachowanie zaczęło zastanawiać najbliższych. Rozpoczęliśmy rozmowę. Mówił ciekawie, błyskotliwie - tak jak wyobrażałem go sobie przed laty, gdy na studiach z przejęciem i podziwem czytałem jego eseje między innymi o Marcelu Prouście. Nietrudno było skierować rozmowę na ten temat, na upływ czasu, na czas utracony. I kiedy w czasie byliśmy już zanurzeni, poprosiłem: "Panie profesorze, czy mógłby pan mi narysować, którą teraz mamy godzinę?". Nie okazał zdziwienia, wziął papier i ołówek, a kiedy mi je zwrócił po chwili, zobaczyłem pustą tarczę zegarową, a wskazówki zegara obok niej. Ta kartka, którą mi podał, stanowiła dla mnie rozpoznanie - choroba Alzheimera. Jego pamięć rozpadła się, a z nią cały świat rozpadał się na oderwane części."

A. Szczeklik, Kore, s. 36.

how to read character



How to Read Character. A New Illustrated Hand-Book of Phrenology and Physiognomy for Students and Examiners; with a Descriptive Chart, New York 1891.

Sed pereundi mille figurae

"Czy nie uważa pan, że jestem anomalią natury?" - spytał mnie Czesław Miłosz, gdy skończył dziewięćdziesiąty drugi rok życia. A ja myślałem, że jest jak potężny dąb litewski, szumiący poezją. Jego myśl wsparta pamięcią, jakiej nie spotkałem u nikogo, coraz częściej starała się przeniknąć istotę choroby, a także śmierci. Zdawała się nie spoczywać wcale poza snem, czasem z winy choroby trwającym dłużej. Raz, po kilku dniach głębokiej nieprzytomności, gdy tylko odzyskał świadomość, podziękował krótko i powiedział z miejsca: "Trzeba koniecznie napisać nową książkę, o umieraniu i śmierci". "Jakaś współczesna, przeniesiona ze średniowiecza Ars moriendi?" - spytałem. "Czy ktoś chciałby to czytać?" Nie miał co do tego wątpliwości. Wiedział już, że nie zdąży z tą książką sam. Uważał zresztą, że powinien to zrobić lekarz. Przedstawić, jak przechodzimy tę ostatnią próbę, opisać mechanizmy umierania, sposoby, jakimi śmierć dobiera się do nas i dokonuje swego.

Andrzej Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny, s. 185.

niedziela, 4 kwietnia 2010

- - -



by Annaesthesis

zaniewidzieć

..."Z braku lepszego pomysłu zdecydowałam się skoczyć po powrocie ze szkoły z ganku do rowu, gdy olśniła mnie nowa myśl.
Oczy!
Że też nie pomyślałam wcześniej o tym!
Stracić wzrok, zaniewidzieć bodaj na kilka dni. Zaniewidzieć i poleżeć w łóżku. Nie nosić kubłów pełnych trocin ani zmywać desek zamarzającą wodą, nie odmrażać od nowa popękanych rąk, nie iść z trybularzem i dywanikiem pod pachą pomiędzy szeregami eleganckich sodalisek - jakież to szczęście!
(...)
Jednakże nic zbawczego nie przychodziło mi do głowy. Sięgnęłam pod poduszkę po schowaną tam buteleczkę ze spirytusem denaturowanym, żeby natrzeć nim chore nogi; siostra Modesta zleciła mi ten środek jako lekarstwo na reumatyzm. (...)
Tego mi właśnie potrzeba było teraz! Szybko oblałam denaturatem wierzch dłoni i przeciągnęłam ją po oczach."


N. Rolleczek, Drewniany różaniec, ss. 72-73.

* * *


Wenecja, 14:58, 25.III.2010.

by Annaesthesis

Fragmenty - - - o niemożliwym

"Gromada dziewczyn żyła, nie dojadała i odmawiała modlitwy. Zdawało mi się, że oddziela mnie od nich przepaść nie do przebycia, a tymczasem już byłam jedną z nich. Przejęłam obyczaje zakładowe, nauczyłam się podstępów i sztuczek dziewczyn stale głodnych i poszukujących jedzenia. (...)
Pacierze wspólne i indywidualne, modlitwy głośne i ciche, rozmyślania pobożne i adoracje miały wyprowadzić nas z dzikości, jak dźwięk fujarki wywabiający szczury z mrocznych piwnic. (...)
Poznawszy wymagania siostry Modesty wiedziałam już, że należy ubierać się pod kocem, aby nie świecić nieskromną nagością czternastoletniego ciała, że należy włosy pleść w dwa ciasne warkoczyki sterczące nad uszami i wiązać je ciemnymi tasiemkami. Do matki przełożonej zwracać się przez "mateczko", a przed każdym napotkanym księdzem i zakonnicą zginać kolano mówiąc ze spuszczonymi oczyma: "Niech będzie pochwalony...". (...)
Żadne ze zjawisk życia klasztornego nie budziło juz we mnie zdumienia. Tylko czasami, siedząc nad podręcznikami w małej salce - będącej jednocześnie jadalnią, miejscem rekreacji, nauki i wytchnienia - ogarnięta nagłym pragnieniem ucieczki od wszystkiego, co mnie otaczało, biegłam do ubikacji, stawałam na sedesie i otwarłszy małe okienko spoglądałam na czerwone jarzębiny, na zielone ukosy świerkowych gałęzi, na ciemną wyniosłość lasu. Łzy napływaly mi do oczu, a zachwyt i rozpacz ściskały gardło."


Natalia Rolleczek, Drewniany różaniec, ss.53-55.

środa, 17 marca 2010

* * *


Kenos
performed by Sylvie Guillem

wtorek, 16 marca 2010

czwartek, 11 marca 2010

No Flashlight - - -


performed by Phil Elverum

Nieistniejący


Tak, piszę te listy
Do Nieobecnego
Mój Miły tak długo
Cię nie ma
Tęsknotą obrastam
Po koniuszki palców
Po rozdwajające się
Końcówki włosów
Spisuję
Nagłówki z gazet
Dziś Samobójstwo
Jest doświadczeniem
Wyobraźni
Szukam
Twojego nazwiska
W tej martwocie
Słów
I zbieram tytuły
Do nienarodzonych
Wierszy
Tytuły dzienne
I tytuły nocne
Co pełzną
Zza poduszki
Drobnym śladem
Wokół piersi
Wzdłuż brzucha
I między nogi
Drażnią mnie
Nieistniejący czas
Który obiecaliśmy sobie
Jest dla mnie wszystkim

środa, 10 marca 2010

* * *


by Annaesthesis

Pod skórę

wszyte moich dłoni:
twoje dłońmi
pocieszone imię.

Gdy ugniatam bryłę powietrza, tę naszą strawę,
zakwasza ją
poświata liter z
niedorzecznie otwartych
porów.

Celan, z tomu: Atemwende, 1967




Fragmenty - - - o niemożliwym




performed by DV8 Physical Theatre

Oswobodzić się...



"Poszerzyć sztukę?
Nie. Natomiast ze swoją sztuką pójść
Do swojej najbardziej własnej ciasnoty.
I oswobodzić się."
P. Celan, Południk

środa, 24 lutego 2010

- - -



by Francesca W.

że już nic nigdzie - - -

tak lekko
ubyć z zapachu
z barwy
po prostu
pod głowę ramię
i zasnąć

wiatr nie obudzi
pszczoła
ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze

ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie


[Halina P.]

wtorek, 23 lutego 2010

poniedziałek, 22 lutego 2010

skrawki


by Arthur Ganson

K/M



"Każdy z nas jest z jednej strony romantycznym idealistą, a z drugiej tkwi po uszy w kleszczach tradycji oraz uwarunkowań społecznych i genetycznych. Najprościej rzecz ujmując, kobiety od dawien dawna są uległe w zamian za opiekę, okazują szacunek za adorację oraz rezygnuję z autonomii na rzecz bezpieczeństwa. To, czy kiedykolwiek były z tego zadowolone, jest oczywiście kwestią dyskusyjną, co nie zmienia faktu istnienia takiej wymiany."

dr C. Cowan, Sztuka wojny w miłości


* * *



Le Victimeby Naoto Kawahara

niedziela, 21 lutego 2010

Noc

.

.

.

.
'Yield up all your chagrin to the eternal smile,
Exhale in a profound cry your suffering vile,
All those events of the past, so cruel and senseless,
Leave them to death, to the distance and to silence...
In the dream which to strife gives such sweet condolence;
To the ancient fever of speech: forgetfulness.'


[Rene Vivien]

piątek, 5 lutego 2010

* * *





by Annaesthesis

Poczułam Pogrzeb W Swoim Umyśle



I felt a funeral in my brain,
And mourners, to and fro,
Kept treading, treading, till it seemed
That sense was breaking through.

And when they all were seated,
A service like a drum
Kept beating, beating, till I thought
My mind was going numb.

And then I heard them lift a box,
And creak across my soul
With those same boots of lead, again.
Then space began to toll

As all the heavens were a bell,
And Being but an ear,
And I and silence some strange race,
Wrecked, solitary, here.

[Emily Dickinson]

czwartek, 4 lutego 2010

Fragmenty - - - o szczęściu



"Warunki życia są odzwierciedleniem twojego prawdziwego "ja" i dlatego możesz je zmienić tylko wtedy, gdy zmienisz sam siebie. Nie na darmo mówi się: "Kto nieustannie nie dosłyszy tego, co słyszalne, i przeocza to, co widzialne, ten nie powinien się dziwić, że któregoś dnia straci umiejętność i słyszenia i widzenia". I jeszcze: "Kto nie potrafi pracować nad sobą, nad tym zacznie pracować los"."

K. Tepperwein, Co choroba..., s.22.

* * *


by W. Sasnal

Implozja



"Istnieje coś, co obciąża i jednocześnie wzywa do uwolnienia się z napięcia. Jeśli odczuwasz wewnętrzne napięcie, to albo sam jesteś jego przyczyną, albo coś w sobie tłumisz. Być może pozwalasz też, aby inni wywierali na tobie presję lub nie odpuszczasz do głosu własnego "ja". Jeśli nie pozwalasz na uzewnętrznienie tych uczuć (ekspolzję), wtedy nastąpi implozja, podczas której stłumione negatywne energie uwalniane są do wewnątrz."

K. Tepperwein, Co choroba mówi o tobie?, s. 133.



środa, 3 lutego 2010

* * *


Cravos, 2005
choreografia: P. Bausch

Ciało



"Niewinnemu i dręczącemu dualizmowi duszy-ciała przywraca życie każdy cudownie harmonijny dźwięk, każdy głos wyrażający najwyższy spokój, każde echo przejścia Boga w tym niemym teatrze. Oczy uciekające przed zmienioną twarzą (w pokoju obok, u stóp schodów, na ulicy) mogą się od niej oddalić, oscylując stale między pozorem, który nie jest wszystkim, a całością tylko pozorną, w oczekiwaniu, aż niebo się otworzy i ujawni, co ten symbol, to ciało-symbol, symbol symboli, opowiadało."


Ceronetti, Milczenie ciała

poniedziałek, 1 lutego 2010

- - -


Pina

Disiecta membra



..."Prawda jest zawsze terapeutyczna, mistrzowsko chirurgiczna, cudownie dobroczynna: szukając jej, staję się lekarzem, a granice tego, kto szuka prawdy, są te same co granice lekarza, który uprawia zwyczajną medycynę i błądzi po omacku wśród wyczerpujących pozorów życia i śmierci, niezliczonych masek naszych nakładających się na siebie rzeczywistości - niepewny i zadumany owoc katalogów doznań ciała."...


G. Ceronetti, Milczenie ciała